niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 10

Obudziłam się przed 13. Miałam trochę kaca, ale bywało gorzej. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic, włosy spięłam w niedbałego koka i ubrałam TO.
Do 3 walizek spakowałam moje ulubione ubrania, buty, kosmetyki, jakieś pamiątki i inne pierdoły.
Gdy byłam już gotowa do opuszczenia domu, zegar wskazywał 14.40. Jako iż walizki były cholernie ciężkie, to po prostu ustawiłam je przed schodami i po kolei każdą popychałam, a one zjeżdżały ze schodów. Narobiły strasznego hałasu. Momentalnie przy mnie znaleźli się chłopcy.
- Co się dzieje? – zapytał wystraszony Niall.
- Nic. Po prostu walizki zjechały ze schodów. – odpowiedziałam.
- Wyprowadzasz się? – zapytał Zayn.
- Tak. Zresztą na pewno wszystko wiecie, słyszeliście w nocy. – powiedziałam smutno.
- Tak, słyszeliśmy. – odparł Liam.
- Nie możesz zostać? – zapytał z nadzieją Harry.
- Nie. W tym domu nie ma dla mnie miejsca. – stwierdziłam oschle.
- Twój ojciec nieźle przegiął. Gadaliśmy z nim, ale powiedział, że mamy się odpierdolić, bo to nie nasza sprawa. – powiedział Louis.
- Nie przejmujcie się mną. Dam sobie radę sama. – powiedziałam, chociaż nie wierzyłam we własne słowa.
- Będzie mi was brakować. – powiedziałam i przytuliłam każdego z osobna.
- Przepraszam za wszystko. – szepnęłam Louisowi do ucha i pocałowałam w policzek. Chłopak złapał mnie za rękę, ale wyrwałam się i pobiegłam na dół. Ochroniarze pomogli mi zapakować walizki do samochodu. [audi r8 spyder]
Ostatni raz spojrzałam na smutne twarze chłopców i odjechałam z piskiem opon. Wyłączyłam telefon, nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.
Sama nie wiedziałam dokąd jadę. Jechałam prosto przed siebie. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Podjechałam pod najbliższy bankomat i wybrałam część moich pieniędzy. Miałam własne konto, do którego nawet ojciec nie miał dostępu.
Następnie pojechałam do McDonald’s. Zamówiłam 2 cheesburgery, frytki, truskawkowego shake’a i loda McFlurry. Gdy skonsumowałam posiłek, ruszyłam w dalszą drogę. Uznałam, że pojadę do San Francisco i tam wynajmę jakiś pokój.
Po około 6 godzinach byłam na miejscu. Postanowiłam zatrzymać się w hotelu Hilton. Wynajęłam apartament na najwyższym piętrze, pokój nr 1113.
Był już środek nocy, więc wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej :D

Pod ostatnim postem było mało komentarzy, ale i tak postanowiłam dodać nowy rozdział, krótki, bo krótki, ale jest ;)
Cały blog planuję zakończyć do 30 stycznia, czyli do moich urodzin. Będzie miał prawdopodobnie 12-13 rozdziałów.

Trzymajcie się ciepło! Xx

czwartek, 1 listopada 2012

Rozdział 9

Obudziłam się koło południa. Słońce nieźle już prażyło. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam TO i zeszłam na dół.
Zjadłam śniadanie i poszłam zobaczyć do studia jak idzie nagrywanie.
Gdy weszłam do pomieszczenia wszystkie oczy skierowały się na mnie. Chłopcy przerwali śpiewanie.
- Lilly, musimy pogadać. – powiedział ojciec. Wyszliśmy na korytarz.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?! Mogła stać ci się krzywda. Gdyby nie Zayn, to nie wiadomo co by teraz z tobą było.
- CO?! Teraz nagle się o mnie martwisz?! A przez te wszystkie lata miałeś mnie w dupie! Ważne były dla ciebie tylko pieniądze. Myślałeś, że one wynagrodzą mi brak matki?! Tak zajęty byłeś tym cholernym nagrywaniem, że zapomniałeś o swojej małej córeczce. Wiesz co pamiętam z dzieciństwa?! Tysiąc nianiek, sprzątaczek i ochroniarzy przewijających się przez nasz dom! Ciebie nigdy nie było, gdy cię potrzebowałam.
- Lilly, ja chciałem jak najlepiej. Chciałem żebyś miała udane dzieciństwo. Ja przep…
- Nie, nie przepraszaj. Udane dzieciństwo? Bez ojca? Tak, naprawdę bardzo udane. Gdy poznałam One Direction, myślałam że wszystko się zmieni. Ale nie. Wszyscy faceci są tacy sami! Gdy tylko skończy się ta durna ustawka, to wyjeżdżam. - powiedziałam. Nagle za plecami usłyszałam jakiś szmer. Odwróciłam się i ujrzałam chłopców. W oczach Louisa ujrzałam smutek. Nazwałam nasz związek głupią ustawką. Kocham Louisa, ale ciągle go ranię. To nie ma sensu.
Wybiegłam z domu bez słowa. Skierowałam się prosto do Justina. Drzwi otworzyła mi Pattie. Przywitałam się z nią i poszłam do pokoju JB.
- Hej.
- Hej, mała. Co jest? Nie wyglądasz zbyt dobrze. – powiedział chłopak i mnie przytulił. Rozbeczałam się na dobre.
Gdy po kilkunastu minutach się uspokoiłam, opowiedziałam wszystko Justinowi.
Wściekł się, że szłam sama do domu, a jemu powiedziałam, że Tomlinson po mnie przyjedzie. Doskonale rozumiał moją sytuację. Justin to prawdziwy przyjaciel, wie o mnie wszystko, zawsze mnie wspiera.
- Może jakaś impreza na rozluźnienie? – zaproponował z bananem na twarzy.
- Jasne, to jest to czego mi teraz potrzeba. Ale wiesz, że dopiero jest 16?
- Wiem. Więc możemy pójść na spacer.
No i poszliśmy. Chodziliśmy uliczkami głośnego Los Angeles. Byliśmy w barze mlecznym na naleśnikach, później na lodach. Ogólnie miło minęło nam popołudnie.
Wróciłam do domu ok. 19, a o 20 miał po mnie przyjechać Justin.
Ignorując ojca i chłopców, pobiegłam do swojego pokoju. Wskoczyłam pod prysznic, umyłam włosy, później je wyprostowałam. Stałam w bieliźnie przed szafą i szukałam jakiejś sukienki, gdy usłyszałam czyjeś chrząknięcie. Odwróciłam się i zobaczyłam Biebera.
- Nie wiesz, że się puka, kotku? – zapytałam z głupkowatym uśmieszkiem.
- Mała, nie raz i nie dwa widziałem cię w takim stroju i nie tylko. – zaśmiał się. Taak, Justin Bieber widział mnie nago, zresztą ja go też. Gdy miałam 17 lat, a on 16, to prawie wylądowaliśmy razem w łóżku. Haha ogólnie długa historia. Ale jakby coś to Bieber wtedy nie miał dziewczyny, mówię, żeby nie było nieporozumień.
- Ubierz to. – z przemyśleń wyrwał mnie głos Justina, w ręce trzymał sukienkę.
Ubrałam się w TO i razem z Biebsem zeszliśmy na dół.
- Dokąd się wybierasz? – zapytał ojciec.
- Nagle się tym interesujesz? – odparłam kpiąco.
- Lilly! Jak ty się zachowujesz? – warknął wściekły.
- Tak jak zawsze tego chciałeś. Nareszcie jestem twoją małą, rozpieszczoną, pyskatą córeczką. Fajnie jest, nie? – głupio się uśmiechnęłam i razem z JB wyszliśmy z domu.
- Tej nocy chcę się, kurwa, porządnie napić. – powiedziałam po wejściu do klubu.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. – odpowiedział Bieber z uśmiechem i poszedł zamówić mi drinka.
Przetańczyliśmy z Justinem całą noc. Bieber ledwo stał na nogach, ze mną było lepiej.
Jakoś po 4 zadzwoniliśmy po szofera, żeby po nas przyjechał. Najpierw odwieźliśmy Justina, którego przy bramce przejęli jego ochroniarze i zaprowadzili go do domu. Gdy dojechaliśmy do nas, kierowca zaparkował na podjeździe i pomógł mi dojść do domu. Zaraz po przekroczeniu progu naskoczył na mnie ojciec.
- Co ty sobie wyobrażasz?! O której wracasz?! Dochodzi 5 rano! Czyś ty zwariowała?! Gdzie byłaś?! Pewno z tym pedałem Bieberem! Skoro tak bardzo go lubisz to może sobie u niego zamieszkaj! Same problemy przez niego są! To przez niego byłaś w szpitalu! Wiesz co?! Wynoś się stąd! Nie chcę cię znać! – krzyczał wściekły ojciec, a po chwili uderzył mnie z całej siły, tak że gdybym nie złapała się szafki, to wylądowałabym na podłodze.
- Co?! Dlaczego tak bardzo go nienawidzisz?! Zrobił ci coś?! Och tak, już wiem! Nie chciał nagrywać w twoim pieprzonym studiu! Umiał ci się sprzeciwić. Ale skoro nie chcesz ze mną mieszkać, to proszę bardzo. Daj mi 12 godzin, a już nigdy mnie nie zobaczysz! Nienawidzę cię! – wrzeszczałam wściekła, po czym pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, położyłam się do łóżka i momentalnie zasnęłam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heloł.
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale kompletnie nie mam na nic czasu. Ta szkoła mnie wykończy.

Jakoś nie mam już ani weny ani ochoty pisać tego bloga. Jeszcze tylko max. 5 rozdziałów i kończę.
Przepraszam.

PS. Zapraszam na KLIK .

niedziela, 16 września 2012

Rozdział 8

Po tygodniu zostałam wypisana do domu. Ubrałam się (KLIK) i razem z Louisem wyszliśmy ze szpitala, pod którym było mnóstwo paparazzich. Szatyn złapał mnie za rękę i popędziliśmy w stronę czarnego samochodu.
- Cześć Ryan. – powiedziałam do kierowcy.
- Witaj Lilly, miło cię znowu widzieć. – odparł z uśmiechem.
Po przekroczeniu progu domu rzucił się na mnie Niall i Harry.
- Lillyyyyyyy! Wróciłaś do nas! – krzyczeli uradowani.
Następnie przywitałam się z tatą, Liamem i Zaynem.
Wszyscy już wiedzieli, że ja i Louis jesteśmy razem.
Gdy zostaliśmy w Louisem sami w moim pokoju, nie wytrzymałam i w końcu zapytałam:
- Co z Seleną?
- Gomez jest w więzieniu. – odpowiedział i mnie przytulił. – Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
- A Justin?
- Justin od czasu wypadku całe dnie siedzi w domu. Nie chce z nikim rozmawiać. Byłem u niego kilka razy, ale mnie zbywał. Myślę, że twoje towarzystwo by się mu przydało.
- Louis, zawieziesz mnie do Justina? Nie chcę iść sama.
- Jasne.
Na ulicy było mnóstwo paparazzich. Mój chłopak objął mnie swoim silnym ramieniem i ruszyliśmy w stronę samochodu.
Gdy wreszcie paparazzi dali nam spokój, wyjechaliśmy.
Zatrzymaliśmy się przed domem Biebera.
- Lepiej będzie jak porozmawiacie sami. Jak będziesz gotowa to zadzwoń, to po ciebie przyjadę. – powiedział szatyn. Wysiadłam z samochodu, pomachałam mu i weszłam do domu.
- Lilly, kochanie, tak się cieszę, że nic ci nie jest. – rzuciła się na mnie Pattie, mama Justina.
- Dzień dobry. No jak widać, żyję. – zaśmiałam się. – Jest Justin?
- Jest. Nie chce z nikim rozmawiać. Ale z twojej wizyty na pewno się ucieszy. Jest u siebie.
- Dziękuję. – powiedziałam i poszłam na górę.
Lekko zapukałam do pokoju Justina.
- Odwalcie się wszyscy! Nie chce z wami gadać! – usłyszałam krzyk Biebera.
Nacisnęłam na klamkę i weszłam do pokoju. Chłopak leżał na łóżku z poduszką na głowie.
- Justin? – zapytałam niepewnie.
Bieber momentalnie wyskoczył z łóżka.
- Lilly! Tak mi przykro. To wszystko moja wina. Przeze mnie mogłaś zginąć. Nigdy sobie tego nie daruję! – mówił JB podniesionym głosem.
- Justin! Uspokój się. Po 1 nic mi nie jest. A po 2 to nie twoja wina. – powiedziałam, a chłopak mnie przytulił. Nie wiem jak długo staliśmy przytuleni, ale zaczęły mnie już boleć nogi. Delikatnie odsunęłam się od Biebsa. Usiedliśmy na łóżku. Justin był nieźle wkurzony na Selenę, nienawidził jej. Nawet już nie chodziło o zdradę, ale o to co zrobiła mi. Gdyby mógł to by ją zabił. Justin opowiedział mi co się wydarzyło po tym jak Gomez przywaliła mi wazonem. A więc: Gdy spadałam na podłogę, zahaczyłam jeszcze o półkę i rozwaliłam sobie głowę, a po upadku na podłogę było jeszcze gorzej. Straciłam przytomność. A co do owego wazonu to pęknął przy ‘zderzeniu’ z moją głową i wszędzie było pełno szkła. Justin zadzwonił na pogotowie i policję. Selena próbowała uciec, ale ochroniarze Biebera ją zatrzymali.
Jeszcze chwilę pogadaliśmy z Justinem i poszłam do domu. Tak, wiem, miałam zadzwonić po Louisa, ale przecież nic mi się nie stanie jak się przespaceruję. Justinowi powiedziałam, że po mnie Tomlinson przyjedzie. Oj tam, przecież chyba nic się nie wydarzy po drodze, to tylko 10 minut.
Wtedy tak myślałam.
Gdy byłam jakieś 200 metrów od domu, zaczepił mnie jakiś koleś.
- O, kogo my tu mamy. Niejaka Lilly Leighton. Jak tam? Polepszyło ci się już? Coś chyba mocno musiałaś dostać tym wazonem. – powiedział ze śmiechem. Próbowałam go zignorować i iść dalej, ale złapał mnie za nadgarstki i przycisnął do pobliskiego płotu.
- Maleńka, jeszcze z tobą nie skończyłem. – powiedział z chytrym uśmieszkiem.
- Zostaw mnie! – krzyknęłam, ale on momentalnie uderzył mnie w twarz.
- Zamknij się suko! Jeszcze jedno słowo, a cię zabiję. – wyciągnął z kieszeni nóż. Nie odezwałam się już słowem. Koleś zaczął mnie obmacywać i ściągać swoje spodnie. Nie mogłam się ruszyć, stałam totalnie sparaliżowana.
- Zostaw ją! – usłyszałam czyjś krzyk. Spojrzałam w bok i zobaczyłam biegnącego w naszą stronę Zayna. Napastnik nie zdążył nawet nic zrobić, a Malik powalił go na ziemię jednym ciosem.
- Nic ci nie jest? – zapytał z troską. Pokiwałam przecząco głową, nie mogąc wykrztusić ani słowa. Mulat wziął mnie na ręce i skierował się w stronę domu.
Byliśmy jakieś 20 metrów przed naszą posesją, gdy poprosiłam go o postawienie i o nie mówienie nic Louisowi, ojcu bądź chłopakom. Zayn niechętnie się zgodził.
Gdy weszliśmy do domu, od razu podbiegł do mnie Louis.
- Gdzieś ty była? Przecież miałaś zadzwonić. – powiedział z wyrzutem.
- Nic mi nie jest. – odpowiedziałam chłodno i skierowałam się do swojego pokoju.
Zamknęłam drzwi na klucz i położyłam się do łóżka. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siema!
Zagląda tu jeszcze ktoś? Dajcie znać, że żyjecie :D
Jak tam szkoła? Piszcie co u Was słychać ;)

Następny dodam po 15 komentarzach.

Jak chcecie być informowani o NN to zostawcie tt lub gg w komentarzu. xx

niedziela, 29 lipca 2012

Rozdział 7

Następnego ranka cholernie bolała mnie głowa. Ubrałam pierwsze lepsze ciuchy jakie znalazłam (KLIK).
Zbiegłam po schodach, po drodze natknęłam się na Liama i Zayna.
- Cześć. – powiedzieli równo.
- Hej. – odpowiedziałam nie patrząc na nich.
- Nie wiesz co się stało Louisowi? – zapytał Payne.
- Nie wiem. Jak coś to wychodzę. Na razie. – odpowiedziałam i pospiesznie opuściłam budynek.
Uznałam, że tym razem pójdę do Justina pieszo.
Jak gdyby nigdy nic weszłam do jego domu. Usłyszałam krzyki dobiegające z kuchni. Poszłam tam. Zobaczyłam Justina i Selenę.
- Co się tutaj dzieje? – zapytałam.
- To przez ciebie, szmato! To wszystko twoja wina! Gdybyś wtedy nie zadzwoniła, to Justin by się o niczym nie dowiedział. Nienawidzę cię! – krzyczała wściekła Gomez.
- Selena, uspokój się! – krzyknął Justin. Ostatnie co widziałam to Selena trzymająca wazon.

~

- Lilly, proszę cię. Jeśli mnie słyszysz odezwij się, otwórz oczy, albo chociaż uściśnij mi dłoń. – mówił jakiś zdesperowany głos. Próbowałam zrobić cokolwiek. Na daremno. Słyszałam gdy wszyscy do mnie mówili, ale nie mogłam zareagować.

~

Leżałam tak kilka dni. Wiedziałam, że cały czas siedzieli przy mnie na przemian chłopcy z One Direction, Justin i ojciec. Płakali.
Ciągle słyszałam głos Louisa ‘Lilly, nie zostawiaj mnie. Kocham cię’. On i Justin siedzieli przy mnie najdłużej.

~

- Doktorze, kiedy ona się obudzi? – zapytał Louis.
- Szczerze powiedziawszy, to nie mam pojęcia. A jeśli kiedykolwiek się obudzi, to być może nie będzie nic pamiętać. Chłopcze, nie chcę cię martwić, ale ona nie słyszy cię, gdy do niej mówisz. Możesz iść do domu. Nie pomożesz jej. – powiedział lekarz i opuścił salę.
- Lilly, proszę cię, obudź się! – powtarzał Tomlinson.
Spróbowałam uścisnąć mu dłoń. Udało się!
- Lilly?! – krzyknął zdziwiony Louis.
- Kim jesteś i co ja tutaj robię? – zapytałam otwierając oczy. Wiedziałam kim on jest, ale chciałam zrobić mu kawał.
- C-co? Jak to? Nie poznajesz mnie? – spytał. Pokręciłam przecząco głową.
- Co ja tutaj robię?
- Selena próbowała cię zabić wazonem.
- Jaka Selena? O co tutaj w ogóle chodzi? – nadal udawałam.
- Lilly, ty naprawdę nic nie pamiętasz? Nie, proszę, nie! – krzyknął wściekły szatyn. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Chłopak popatrzył na mnie z miną w stylu ‘WTF?’.
- Lou, jak mogłabym cię nie pamiętać? – powiedziałam, gdy już się uspokoiłam.
- Lilly, nawet nie wiesz jak mnie przestraszyłaś. Tak się o ciebie bałem. – powiedział Louis ze łzami w oczach.
- Wiem. Wszystko słyszałam. Siedziałeś tu prawie cały czas. Dziękuję. – odparłam i uścisnęłam chłopakowi dłoń.
- Słyszałaś wszystko? – zapytał trochę zdziwiony, na co pokiwałam głową. – WSZYSTKO?! O cholera.
- Oj, Louis, Louis. Nie przejmuj się. Udam, że nie słyszałam tego jak płakałeś. – odpowiedziałam z uśmiechem. Chwilę wpatrywaliśmy się w siebie. Cholera, nie mogę. Odwróciłam wzrok.
- Lilly… Co do tego co powiedziałem wtedy na kolacji, to… zapomnijmy o tym. Tak jakby to się w ogóle nie wydarzyło. Przepraszam. – stwierdził Tomlinson.
- Co?! Serio chcesz o tym zapomnieć? Okej, skoro tak chcesz to dobra. Ale chyba powinieneś wiedzieć, że chciałam ci powiedzieć, że też cię kocham. Jak nie to nie. – powiedziałam, na co chłopak wytrzeszczył oczy i otworzył usta. – Zamknij buzię, bo ci mucha wleci.
Louis nie zdążył nic odpowiedzieć, bo do sali akurat wszedł lekarz i go wyprosił.

~

Gdy następnego dnia Louis wszedł do mojej sali na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Chłopak podszedł do mnie. Wpił się w moje usta.
- Kocham cię, Lilly. – powiedział, łapiąc moją twarz w swoje dłonie.
- Ja też cię kocham, Lou. – powiedziałam i pocałowałam go.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Zapraszam na GOT2LUVYA . Jest prolog, a w najbliższym tygodniu dodam 1 rozdział :)

Następny rozdział tutaj dodam po 18 sierpnia, bo wcześniej będę na Mazurach i nie będę miała komputera.

Jak chcecie być informowani to zostawcie tt lub gg w komentarzu.

Pozdrawiam, Dusia. Xx

piątek, 20 lipca 2012

Powrót na got2luvya

Hej :D

Chciałam tylko poinformować, że wróciłam na got2luvya :)
Nie oznacza to, że tego bloga opuszczam, nadal będę pisać nowe rozdziały.

Także zapraszam na GOT2LUVYA

poniedziałek, 2 lipca 2012

Rozdział 6

Obudził mnie pocałunek w policzek. Usta Louisa są takie miękkie. Boże! O czym ja myślę?!
Zasnęłam ponownie. Około 12 obudził mnie ponownie Louis, niosący tackę z jedzeniem.
- Śniadanie do łóżka. – powiedział i postawił na stoliczku tackę.
- Lou. Jesteś taki kochany! – powiedziałam szczerze.
- Wiem, wiem. – odparł ze śmiechem.
- I jaki skromny.
Po śniadaniu ogarnęłam się trochę. Na łóżku leżała karteczka od Justina.
‘Poszedłem do siebie, piszę to, bo pewnie będziesz mnie szukać.
Dziękuję za wszystko. Kocham cię, Lilly. Jak siostrę oczywiście ;) J.’
Chłopcy cały dzień nagrywali. Zależy im na czasie. Jest początek lipca, a płyta wychodzi za trochę ponad miesiąc. Jeszcze teledysk, który podobno też mają kręcić w Stanach.
Wieczorem wyszykowałam się. Zrobiłam delikatny makijaż, nigdy nie przepadałam za toną pudru na ryju, trochę podkręciłam włosy i ubrałam KLIK .
Zeszłam po schodach gdzie czekał na mnie Louis. Był ubrany w garnitur.
- Lilly, ale z ciebie laska! – krzyknął Harry, stojący obok Tomlinsona. Po chwili dołączyła do nich pozostała trójka, a nawet mój ojciec.
- Bawcie się dobrze, dzieciaczki. – powiedział i się zaśmiał. Pomachałam im na dowidzenia i wyszłam z Louisem trzymającym moją rękę. Wsiedliśmy do samochodu, prowadzonego przez naszego kierowcę i w blasku fleszy odjechaliśmy. Siedzieliśmy w ciszy.
Zatrzymaliśmy się pod jedną z lepszych restauracji w Los Angeles. Louis wyskoczył z samochodu pierwszy i podał mi rękę, gdy wysiadałam. Jaki dżentelmen.
Weszliśmy do środka, Louis powiedział, że zarezerwował stolik na nazwisko ‘Tomlinson’, kelner zaprowadził nas do stolika, który był położony w zacisznym miejscu i dodatkowo osłonięty takim jakby parawanem, żeby nas nikt nie widział.
Usiedliśmy, a następnie po przejrzeniu menu zamówiliśmy jedzenie, a do tego czerwone wino. Jedliśmy posiłek w ciszy. Jakby każde z nas bało się odezwać pierwsze.
- Lilly… Nie mogę już dłużej milczeć. Muszę ci coś powiedzieć. – zaczął niepewnie Louis. – Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Specjalnie chciałem wziąć udział w tej ustawce, chciałem się do ciebie zbliżyć. Lilly, kocham cię. – powiedział chłopak i spojrzał na mnie. Nie potrafiłam wydusić żadnego słowa. Po prostu siedziałam i wpatrywałam się w jego twarz. Na jego twarzy były widać zaniepokojenie.
- Lilly, powiedz coś, proszę. – powiedział i pogłaskał mnie po ręce. – Lilly… Przepraszam. Nie powinienem tego mówić. Lilly… – chłopak był zrozpaczony.
Zapłacił rachunek i wyszliśmy z restauracji. Na szczęście na dworze nie było żadnych paparazzich ani fanek. W ciszy wsiedliśmy do samochodu.
Wiem, że cholernie raniło go moje milczenie, ale nie mogłam inaczej. Nie jestem gotowa na jakikolwiek związek. Kocham Louisa, ale nie chcę z nim być. Nie potrafię.
Gdy dojeżdżaliśmy do domu, niepewnie złapałam Louisa za rękę. Ten ani drgnął. Nagle poczułam coś mokrego na ręce. Tomlinson płakał. Powiedziałam ciche ‘przepraszam’ i wybiegłam z samochodu.
- Jak było? – zapytał Harry, gdy weszłam do domu. Zignorowałam go i pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i położyłam się do łóżka. Zaczęłam płakać. Wszystkim wydawało się, że jestem twarda, a tak naprawdę jestem krucha, łatwo mnie zranić. W tej chwili nienawidziłam siebie za to co zrobiłam Louisowi. Zraniłam go.
Gdy trochę się uspokoiłam, poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, a następnie poszłam spać.


~~~~~
Krótki, ale jest.

Czyta podobno ponad 90 osób, a pod ostatnim rozdziałem było 17 komentarzy.
Pozostawię to bez komentarza.

Kiedy następny? Jak będę miała ochotę go dodać to dodam.

Kiedy wrócę na got2luvya? Niebawem.

Keep calm and listen to BELIEVE!!

wtorek, 12 czerwca 2012

Rozdział 5

Obudziłam się przed 15. Niall jeszcze smacznie chrapał. Nabrałam trochę nutelli na łyżeczkę i wsadziłam mu ją do buzi.
- Mniam. – mruknął Horan i leniwie otworzył oczy.
- Wstawaj, Śpiąca Królewno. – zaśmiałam się i wyszłam.
Na korytarzu wpadłam na Louisa.
- Przepraszam. – powiedziałam i poszłam dalej. Po chwili stanęłam i odwróciłam się. Louis ciągle stał w tym samym miejscu i patrzył na mnie. Gdy nasze oczy się spotkały, chłopak odwrócił się i wszedł do swojego pokoju. Nie rozumiem o co mu chodzi. Co takiego ja mu zrobiłam?!
Wzięłam szybki prysznic, ubrałam KLIK i zeszłam na dół.
Zjadłam śniadanie, a może raczej obiad. Chłopcy poszli chyba nagrywać, bo nikogo w pobliżu nie było. Wróciłam do pokoju i weszłam na twittera. Miałam w cholerę dużo wiadomości. Zaraz, zaraz… Dlaczego ktoś mi napisał, że mam ładną piżamkę?! Ktoś inny, że życzy mi smacznej nutelli? O co tu chodzi? Weszłam po kolei na profile każdego z chłopaków, oni byli głównymi podejrzanymi tego całego zamieszania.
- LIAAAAAAAAAM!!!!! – wydarłam się tak, że chyba całe LA mnie usłyszało. Payne zrobił zdjęcie mi i Niallowi gdy spaliśmy, na podłodze ze słoikami nutelli między nami. I jeszcze ten podpis: ‘Nigdy nie zostawiaj @LillyLeighton i @NiallOfficial samych na noc’.
- Co się stało? – jak gdyby nigdy nic do pokoju wszedł Liam.
- Możesz mi powiedzieć, co to zdjęcie robi w Internecie? – zapytałam pokazując fotografię.
- Hmmm… Siedzi. Oj, no nie fochaj się, mała. – powiedział z troską i mnie przytulił.
- Ja się nie focham. I nie mów do mnie mała, bo mała to może być twoja…
- Dobra, nie kończ. – powiedział speszony i skierował się do wyjścia. Bez zastanowienia wskoczyłam mu na plecy.
- Ej! Co ty robisz? – zapytał zdziwiony Payne.
- Zanieś mnie na dół jeśli nie chcesz mieć łyżki tam gdzie światło nie dochodzi. – powiedziałam pokazując łyżkę. Swoją drogą, jak w wieku 19 lat można bać się łyżek? Dziwak.
- A tobie nie za dobrze? – spytał Zayn, gdy weszliśmy do studia nagrań.
- Nie. Chcesz się przyłączyć? – zapytałam ze śmiechem. Zayn wskoczył mi na plecy. I wszyscy w trójkę runęliśmy na ziemię.
- Kanapka! – krzyknął Harry i już leżał na nas.
- Ktoś mówił o kanapce? – zapytał jak zwykle głodny Niall. Jak później się dowiedział nie chodziło o kanapkę do jedzenia, ale o ‘kanapkę z ludzi’. Więc też na nas wskoczył.
- Liam, żyjesz? – zapytałam biednego chłopaka leżącego pode mną.
- Jeszcze tak. Ale ciebie to chyba już całkowicie zgnietli.
Po chwili poczułam jeszcze większy ciężar na sobie.
- Louis, ty też? – zapytałam ledwo oddychając.
- Wybacz, Lilly. – odpowiedział i się zaśmiał.
- Tato, może ty też chcesz? – zapytałam z ironią.
- Skoro nalegasz. – tata wskoczył na nas z rozpędu.
- Umarłam. – powiedziałam.
Gdy po kilku minutach ze mnie zeszli, sturlałam się z Liama i zostałam leżeć na ziemi.
- Lilly… Nie masz zamiaru wstać? – zapytał wesoły Harry.
- Bardzo przepraszam, ale nie mam siły. Leżało na mnie 5 facetów, więc nie licz na to, że się teraz podniosę. – odpowiedziałam.
- To ja cię zaniosę na górę. – powiedział Louis biorąc mnie na ręce. Trochę mnie to zdziwiło, ale byłam zbyt zmęczona, żeby oponować. Zawiesiłam ręce na jego szyi. Nasze oczy ponownie się spotkały. Tym razem to ja odwróciłam wzrok.
- Zanieś mnie do kuchni. – powiedziałam.
Już po chwili siedzieliśmy razem w kuchni popijając kawę zrobioną przez Louisa.
Niezręczną ciszę przerwało czyjeś wejście do kuchni.
- Justin! – krzyknęłam i rzuciłam się chłopakowi na szyję.
Kątem oka widziałam jak Louis nas obserwuje. Oderwałam się od Biebera i ponownie usiadłam przy stole.
- Jak tam nagrywanie płyty? – zapytał Justin Louisa.
- A dobrze, miło że pytasz. – odparł Tomlinson, obracając w palcach szklankę.
- Dobra, może przejdę do sedna sprawy. – zaczął JB, a ja i Lou skierowaliśmy na niego nasze spojrzenia. – Dobrze wiem, że nasi fani za sobą nie przepadają, ale pomyślałem, że moglibyśmy nagrać razem duet. To znaczy ja i One Direction. Jeśli chcecie.
- Kusząca propozycja, ale muszę pogadać z chłopakami i naszym managerem. – odpowiedział Louis.
- Jasne. Nie pali się przecież. Dajcie znać jak się zdecydujecie.
Pogadaliśmy jeszcze trochę z Tomlinsonem, a następnie ja i Bieber poszliśmy do mnie do pokoju.
- Jus, nie masz ochoty zrobić twitcama? – zapytałam.
- Jasne, czemu nie.
Odpaliliśmy laptopa i włączyliśmy kamerkę. Wchodziliśmy z mojego konta. Mnie followuje (obserwuje/śledzi) ‘tylko’ trochę ponad milion osób, a Justina ponad 20 milionów. Także mógłby być syf.
Padało mnóstwo pytań. Na niektóre odpowiadaliśmy. Logiczne było, że nie odpowiemy na wszystkie, bo nie damy rady. Raz ktoś poprosił Justina żeby coś zaśpiewał.
Zaśpiewał kawałek Stuck In The Moment, dlatego że jest to moja ulubiona piosenka.
Twitcama robiliśmy przez 5 godzin. OMJ!! [oh my Justin ;p]
Justin chciał iść do domu, ale mu nie pozwoliłam. Była 1 w nocy, a ten po LA chce łazić sam?! Pogięło go.
Uznaliśmy, że zrobimy żart Selenie. U niej, w NY, była 4.
Wybrałam numer Seleny i dałam na głośnomówiący.
- Słucham? – odezwał się jakiś męski.
- Yyy… Selena? – zapytałam głupio, przecież wiadomo, że to nie Sel.
- Nie, tu Cameron. Selena jest zmęczona i śpi. – odpowiedział ziewając. – Mam jej coś przekazać jak się obudzi?
- Nie… A w zasadzie to tak. Powiedz jej, że jest suką! – wykrzyczałam wściekła i rozłączyłam się.
Jak ona mogła to zrobić Justinowi?! Jak mogła go zdradzić z tym głupim Cameronem z Allstar Weekend?! Od dawna były takie plotki, ale wszyscy temu zaprzeczali. Przecież Justin był w niej tak zakochany, znosił jej humory. Justin to chłopak idealny. A ta podła suka go tam wykorzystała!
- Justin… Tak mi przykro. – powiedziałam i przytuliłam chłopaka.
- Lilly, dlaczego ja jestem takim frajerem w miłości? Jestem skończonym idiotą! – wykrzyczał wściekły i się rozpłakał.
- Justin, nie jesteś ani frajerem ani idiotą. Jesteś wspaniałym chłopakiem spełniającym swoje marzenia. Miliony dziewczyn chcą się z tobą umówić. Nie przejmuj się jedną głupią Seleną.
- Ty jesteś chyba jedyną osobą, która mnie rozumie. Nie wykorzystujesz mojej sławy ani pieniędzy, nie chcesz nic w zamian. Jesteś wspaniała przyjaciółką, Lilly. Dziękuję. – powiedział Justin i mnie przytulił.
- Justin, wiesz że możesz zawsze na mnie liczyć. Będę przy tobie bez względu na wszystko. Kocham cię jak brata, pamiętaj o tym.
- Lilly… Ummm… Muszę pobyć sam. Chcę wszystko przemyśleć. Pójdę do siebie do domu. – powiedział Bieber i wstał.
- Nie ma mowy. Nigdzie nie idziesz. Zostań tutaj. A ja pójdę spać do salonu. Nie martw się, Justin. Wszystko będzie dobrze. – powiedziałam.
- Dziękuję, Lilly, za wszystko. – powiedział i delikatnie się uśmiechnął. Posłałam mu ciepły uśmiech, zabrałam poduszkę i wyszłam z pokoju zostawiając go samego ze swoimi myślami.
W kuchni zastałam Louisa.
- Hej. – powiedziałam.
- O hej, Lilly. Dobrze, że jesteś. Muszę z tobą pogadać. – powiedział Tomlinson na wstępie.
- Tak?
- Nie chcę się z tobą kłócić. Przepraszam, że zachowuję się jak kretyn, ale naprawdę cię lubię.
To co, zgoda?
- Jasne, Lou. Ja też przepraszam. – powiedziałam, a chłopak mnie przytulił.
- Za co ty mnie przepraszasz?
- Za wszystko, Lou, za wszystko…
Usiedliśmy razem do stolika, a Louis zrobił nam kawę.
- Robisz dobrą kawę.
- Dziękuję. A co ty właściwie robisz o tej porze tu w kuchni z poduszką? – zapytał.
- Louis. Powiem ci coś, ale obiecaj, że zachowasz to dla siebie.
- Możesz mi ufać.
Opowiedziałam mu historię z Seleną.
- A to szmata. – skomentowałam krótko.
- Widzę, że myślimy podobnie. Więc dlatego będę spała na kanapie. Przecież nie poślę Justina o tej porze do domu.
- Jak… Jak chcesz to możesz spać ze mną. Yyy… To znaczy… Wiesz, obok mnie.
- Słodki jesteś jak się tak jąkasz i rumienisz, wiesz? – zapytałam z uśmiechem. – I jeśli mogę to skorzystam z propozycji. Już razem spaliśmy, więc myślę, że będzie ok.
Poszliśmy do niego do pokoju i położyliśmy się.
- Lilly?
- Tak?
- Tak sobie pomyślałem, że moglibyśmy jutro wieczorem gdzieś wyskoczyć… Yyy… W ramach ustawki oczywiście.
- Uhm, taak, jasne, w ramach ustawki. Gdzie proponujesz?
- Kolacja, kino, klub? Ty wybierz.
- Kolacja, mam zdecydowanie dość imprez po ostatniej imprezie. – zaśmiałam się.
- Okej, to w takim razie bądź gotowa jutro o 19.
- Jasne. Dobranoc Lou.
- Dobranoc Lilly.
Już prawie zasypiałam gdy poczułam ręce Louisa obejmujące mnie od tyłu. Nie zareagowałam. Bardzo go lubiłam. Czułam się przy nim bezpieczna, nie to co przy innych chłopakach. W głębi duszy cieszyłam się, że to akurat on przypadł mi do ustawki.

~~~~~

1. Najdłuższy rozdział w moim wykonaniu everrrrrr! Aż 3 strony w Wordzie :P Mwahah.
I nawet mi się podoba! :)

2. 69 osób zaznaczyło, że czyta, a pod ostatnim rozdziałem było tylko 17 komentarzy. To, że zaznaczyliście TAK, nie oznacza, że musicie komentować, ale bez przesady! Nie każe wam pisać długich elaboratów, ale czy to tak trudno jest napisać kilka wyrazów?!

3. Pytajcie na KLIK , bo jakoś tak nudno jest ;c

4. Nie wiem kiedy będzie następny.

5. Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, to zostawcie gg lub tt w komentarzu.


Xoxo, Dusia.

wtorek, 29 maja 2012

Rozdział 4

Rano byłam kompletnie wykończona. Leniwie wstałam z łóżka, zostawiając w nim smacznie chrapiącego Louisa. Poszłam do łazienki żeby trochę się ogarnąć, popatrzyłam do lustra, na szyi miałam malinkę. Tomlinson ma wpierdol. Umyłam buzię i zęby, poczesałam się i w piżamie (czyli w majtkach i koszulce - http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u_31/set?id=43436279&.locale=pl) zeszłam na dół.
- Ładnie wyglądasz, Lilly, ale cholernie razisz mnie w oczy. – stwierdził Harry ze śmiechem, łapiąc się za głowę, gdy weszłam do kuchni.
- Jakbyś tyle nie pił to by cię głowa nie bolała. – mruknęłam.
Zabrałam mleko i płatki i usiadłam do stołu. Styles, który siedział obok mnie zaczął się głośno śmiać.
- Czego? – warknęłam, jego śmiech był wkurzający.
- Wolę nie wnikać co robiliście w nocy, ale muszę przyznać, że malinkę masz ładną. – zaśmiał się Loczek.
- Zamknij się.
Jak na zawołanie do kuchni wszedł Tomlinson. Opadł na krzesło i położył głowę na stole.
- Co, kacyk męczy? Dobrze ci tak. – powiedziałam i postawiłam przed nim szklankę z wodą i tabletki. – Weź to, to może ci głowa nie eksploduje. – dodałam i wyszłam z kuchni. Wróciłam do łóżka. Gdy wstałam dochodziła 18. Przespałam ‘tylko’ cały dzień.
Zapukałam do pokoju Louisa, odpowiedziałam mi cisza. Weszłam do pokoju, nikogo tam nie było. U Harry’ego to samo, u Zayna, Liama i Nialla to samo. Cholera, gdzie oni wszyscy są.
Zeszłam na dół. Oczywiście co innego mogą robić One Direction – grają na Playstation. Wyjątkowo było ich tylko 4.
- Gdzie Louis? – zapytałam.
- Nie wiemy. – odpowiedział mi Zayn.
- Super. – mruknęłam i poszłam go szukać.
Przez ponad pół godziny łaziłam po całym domu i nigdzie go nie było. Wywiało go czy jak?
Jedynym miejscem gdzie jeszcze nie szukałam, było studio. Gdy schodziłam po schodach, doszedł mnie czyjś śpiew. Stanęłam przy drzwiach i nasłuchiwałam. Ładna piosenka. Chłopak musiał ją chyba dopiero co napisać, bo jeszcze nigdy jej nie słyszałam.
- Co ty tu robisz, Lou? Szukam cię po całym domu. – powiedziałam i podeszłam do niego.
- Ja? Yyy… Nic. – odpowiedział pospiesznie chowając jakąś kartkę.
- Jeśli to są słowa tej piosenki, którą śpiewałeś, to nie musisz ich chować. Słyszałam dość sporo. – odparłam.
- Cholera. – zaklął cicho Tomlinson.
- Lou… O co chodzi? – zapytałam po chwili ciszy.
- O nic. Wszystko jest ok. – odpowiedział szatyn.
- Lou… Przecież widzę. Co ci jest?
- Nic mi nie jest! Wszystko jest ok! – podniósł głos.
- Jak sobie chcesz. Sam mówiłeś, że możemy sobie ufać. Ja ci zaufałam, widocznie ty mi nie. – powiedziałam i wybiegłam z pomieszczenia.
Cały dzień spędziłam w swoim pokoju z laptopem na kolanach. Popisałam z kilkoma osobami na twitterze. Naprawdę nie rozumiem tego dlaczego mam zweryfikowane konto i ponad milion followersów. Przecież nie jestem żadną gwiazdą, jestem tylko córką znanego producenta. Więc to tata powinien być gwiazdą, a nie ja.
Położyłam się do łóżka i momentalnie zasnęłam.
Jednak jakoś po 3 obudziłam się. Cholerna burza. Nie mogłam zasnąć z powrotem, więc po cichu zapukałam do pokoju Liama – cisza, Zayna – to samo, Harry’ego też. Do Louisa nie miałam zamiaru iść, więc został mi tylko Niall. Zapukałam z nadzieją, że nie śpi.
- Proszę. – dobiegł mnie jego głos.
- Lilly, co ty tutaj robisz o tej porze? – zapytał zdziwiony, gdy weszłam do pokoju. Siedział na podłodze obok łóżka i jadł nutellę.
- Nie mogę spać. Mogę tu zostać?
- Jasne. Siadaj. – odpowiedział i poklepał podłogę obok siebie. – Jesteś głodna? A zresztą po co ja pytam, na pewno jesteś. – powiedział i wyciągnął z półki słoik nutelli i łyżeczkę.
- Nialler, co ty tu jeszcze trzymasz? – zapytałam ze śmiechem, zabierając się za konsumpcję.
- A dużo rzeczy. – ponownie otworzył półkę. Było tam kilka butelek coli, paczki chipsów, żelki, i pełno innego jedzenia.
- Osz w mordę. – jęknęłam.
Przegadaliśmy całą noc. Zasnęliśmy jakoś po 6.


~~~~~
Siema :D

Sorry, że dawno nie dodawałam, ale miałam totalny nieogar, zresztą nadal mam; w dodatku w środę byłam w Ojcowie, w czwartek i piątek w Krakowie, a w sobotę we Wrocławiu...
W szkole totalny chaos. Brakuje mi 1 oceny do paska -.- Jestem totalnie wkurzona.
Jeszcze tylko miesiąc do wakacji. Jakoś wytrzymam.

Właściwie to trochę się na Was zawiodłam.
44 osoby zaznaczyły, że czytają, a pod ostatnim rozdziałem było tylko 14 komentarzy.
Liczyłam na coś więcej.
Tak więc:
CZYTASZ = KOMENTUJESZ .

Nie wiem kiedy będzie nowy. So sorry ;c

niedziela, 13 maja 2012

Rozdział 3

Rano obudziłam się w swoim łóżku, razem z… Louisem?! Obaj byliśmy w ubraniach także chyba nie robiliśmy nic nieprzyzwoitego. Po cichu poszłam do łazienki. Okąpałam się, umyłam włosy. Brawo dla mnie, zapomniałam zabrać ubrania. Owinęłam się ręcznikiem i z nadzieją, że Louis jeszcze śpi weszłam do pokoju.
- Takie widoki z rana to mogę mieć codziennie. – powiedział Louis z uśmiechem. Pokazałam mu język i pognałam do garderoby. Ubrałam: http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u_18/set?id=42044628&.locale=pl
Gdy weszłam do kuchni, zastałam tam Louisa nakładającego na talerze jajecznicę.
- Zrobiłem ci śniadanie. – powiedział i uśmiechnął się.
- Aww. Kochany jesteś. – odpowiedziałam i usiadłam do stołu, naprzeciwko szatyna. Chłopak cały czas na mnie zerkał.
- Jestem brudna czy co? – zapytałam w końcu.
- Umm… Nie, nie jesteś. – powiedział zmieszany.
- To się na mnie nie patrz. – odpowiedziałam i dokończyłam posiłek. Do kuchni akurat wszedł Niall.
- Wyczuwam jedzenie. – powiedział na wejściu.
- Już nie ma, przykro mi. – odparłam. – A właśnie, w półce obok lodówki jest twoja obiecana nutella.
Blondyn momentalnie skoczył ku półce, zabrał nutellę i łyżkę, następnie ładnie dziękując wyszedł z pokoju.
- On tak zawsze? – zapytałam Tomlinsona, na co ten twierdząco pokiwał głową.
Dzisiaj chłopcy mieli nagrywać. Uznałam, że zrobię im niespodziankę i zamówię pizzę, bo na pewno będą głodni. Około 14 usłyszałam dzwonek do bramki (nie do drzwi, bo do naszego ogródka nikt nie ma prawa wejść, wiecie, ochrona i te sprawy), podeszłam do bramki i odebrałam 10 pudełek pizz. Dla chłopców, taty i mnie po jednym, no i 2 dla ochroniarzy, którzy akurat mieli służbę, i jedno zapasowe jakby ktoś jeszcze zgłodniał. Zapłaciłam i skierowałam się do podziemia, gdzie znajdowało się studio. Nie miałam jak otworzyć drzwi, więc w nie kopnęłam. Ależ było zdziwienie taty gdy mnie zobaczył. Momentalnie znalazł się przy mnie Niall.
- Kocham cię, Lilly! Z nieba mi normalnie spadłaś. - powiedział, zabrał jedno pudełko i poszedł na krzesełko pałaszować. Wszyscy zabrali po pudełku i zaczęli jeść. Zabrałam swoją pizzę i usiadłam w rogu studia na podłodze obok Louisa.
- Lou… - zaczęłam niepewnie.
- Tak? – odparł i spojrzał na mnie.
- Yyy… My tylko spaliśmy obok siebie, co nie? – zapytałam odwracając wzrok.
- Tak. A co ty myślałaś? – zapytał zaskoczony.
- Ja? Eee… Nic. Wolałam się upewnić.
- Nie jestem taki żeby zaciągnąć cię do łóżka.
- Mam taką nadzieję. – stwierdziłam i oparłam głowę o jego ramię.
- Dobra, gołąbeczki. Louis musi wracać do pracy. – po chwili dobiegł nas głos Harry’ego.
- Żadne gołąbeczki, Styles. – powiedziałam i trzepnęłam go w ramię.
Usiadłam razem z ojcem za konsolą, a chłopcy zaczęli śpiewać. Gdy nadeszła kolej Louisa to aż jęknęłam z wrażenia. Lou śpiewał z taką pasją. Wszyscy śpiewali z pasją, ale akurat w nim było coś szczególnego, coś co mnie niego przyciągało.
Po skończonym nagrywaniu chłopcy poszli grać na PSP. A ja zdecydowałam się na krótki spacer.
- Idę na spacer. – powiedziałam i skierowałam się w stronę drzwi.
- Czekaj! Idę z tobą. – usłyszałam dobrze znany mi głos.
Szliśmy prosto przed siebie trzymając się za ręce. Jak na razie ustawka nam bardzo dobrze wychodziła. Wyglądaliśmy jak prawdziwa para. Mieliśmy mnóstwo tematów do rozmów, podobne poczucie humoru, podobny sposób postrzegania świata. Świetnie się czuliśmy w swoim towarzystwie. Znowu poszliśmy do tej samej budki z lodami i znowu zamówiliśmy te same lody. Nigdy bym nie pomyślała, że mogę tak dobrze czuć się w obecności Tomlinsona.
Gdy dotarliśmy z powrotem do domu, usłyszeliśmy donośny głos Harry’ego.
- IMPREEEEZA!!
Okazało się, że dzisiaj chłopcy wybierają się do jakiegoś klubu. Więc stwierdziliśmy, że to świetna okazja do promowania naszego związku.
Poszłam wziąć prysznic, zrobiłam delikatne fale, umalowałam się, ubrałam: http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u/set?id=42044289&.locale=pl i byłam gotowa. Wszyscy chłopcy mieli ubrane jasne, materiałowe spodnie. Louis miał do tego koszulkę w paski, marynarkę i TOMS’y, Liam kraciastą koszulę i białe conversy, Harry t-shirt, marynarkę i białe conversy, Niall koszulkę i czerwone supry, a Zayn koszulkę, bejsbolówkę i niebieskie najki.
- Ślicznie wyglądasz. – szepnął mi na ucho Louis, łapiąc w pasie.
- Ty też całkiem, całkiem. – odpowiedziałam i cmoknęłam go w policzek, na co chłopak się uśmiechnął. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam, przecież chodzimy ze sobą tylko na niby i w domu nie musimy udawać.
Podjechaliśmy czarną mini limuzyną pod klub o nazwie ‘Hard’, byłam już tutaj kilka razy z Justinem i Seleną. Weszliśmy, czułam na sobie mnóstwo spojrzeń, słyszałam jak ludzie coś szepczą. Zajęliśmy wolny stolik. Louis i Harry poszli zamówić nam coś do picia.
Po chwili wrócili niosąc 3 piwa i 3 koktajle alkoholowe.
- Dla Zayna piwko, dla Nialla piwko, dla Harry’ego piwko, dla Liama Margarita, dla Lilly Jungle Bird i dla mnie Corcovado. – powiedział i rozdał wszystkim napoje.
- Skąd wiedziałeś co lubię? – zapytałam podejrzliwie.
- Barman zapytał czy jestem z tobą, no to powiedziałem, że tak. A on na to, że dla ciebie oczywiście Jungle Bird. – odpowiedział Lou. Popatrzyłam w stronę baru i zobaczyłam tam Teda, znajomego barmana. Pomachałam mu, a on mi odmachał.
Po kilku minutach Lou zaprosił mnie na parkiet. Leciała akurat jakaś wolna piosenka, więc Louis położył ręce na mojej talii, a ja objęłam jego szyję i wtuliłam się w niego. Przetańczyliśmy razem całą noc. Kilka razy tańczyłam z resztą zespołu. Ale to była głównie nasza noc, moja i Louisa. Pod koniec imprezy chłopcy byli już trochę wstawieni. Ja jakoś jeszcze się trzymałam, chociaż cholernie bolały mnie nogi od tańczenia w tych kilkunastocentymetrowych szpilkach. Louis dał mi swoją marynarkę, żeby mi na zewnątrz zimno nie było. Gdy pod klub podjechało nasze auto, sprawnie załadowaliśmy się do niego, udało nam się uniknąć paparazzich, bo wyszliśmy tylnym wyjściem. Chłopcy ledwo doczołgali się do swoich pokoi. Louis był na tyle trzeźwy, że zdecydował się spać ze mną. Nie wiem dlaczego, ale zgodziłam się. Pomogłam mu dojść do łóżka, a ja sama pobiegłam wziąć szybki prysznic i ubrać się w majtki i koszulkę. Położyłam się obok Louisa. Chłopak objął mnie i wymruczał coś niezrozumiałego pod nosem.
- Dobranoc Louis. – powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Czułam jego oddech na swojej szyi, jego usta były coraz bliżej, aż w końcu dotknęły mojej szyi.
- Zrobisz mi malinkę i masz wpierdol. – powiedziałam. Tomlinson nie zwrócił zbytnio uwagi na to co mówiłam, i zaczął całować mnie po szyi. Zabiję go jak jutro będę mieć malinkę. Zasnęłam i nie wiem co dalej robił Louis.

~~~~~

Jeśli pod tym będzie znowu 13 komentarzy, to następny dodam w przyszły weekend.

Możecie pytać na: http://www.formspring.me/dusiaofficial :)

PS. Jeśli chcecie żebym Was informowała o nn, to zostawcie swoje tt lub gg.

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 2

Następnego dnia obudziłam się w fatalnym humorze. Ubrałam się w zwykłe dresowe spodenki i koszulkę. Zeszłam na dół i skierowałam się prosto do kuchni, w której na moje nieszczęście spotkałam Louisa i Nialla.
- Cześć. – powiedziałam.
- Hej. – odpowiedział Horan z pełną buzią. Louis milczał. Atmosfera między nami była napięta, ale blondyn chyba tego nie zauważył, bo dalej wpieprzał nutellę.
Wyciągnęłam z lodówki mleko i wlałam do szklanki, z półki wyciągnęłam rogalika maślanego. Podczas gdy ja i Niall konsumowaliśmy posiłek, Tomlinson stał i gapił się na mnie. Po chwili do kuchni weszli pozostali członkowie zespołu i mój ojciec.
- Lilly, kochanie. Mam do ciebie pewną propozycję nie do odrzucenia. – rzucił na wejściu tata.
- Hm? – mruknęłam tylko.
- Będziesz udawać dziewczynę jednego z chłopców. Taka ustawka, jak w przypadku Justina i Seleny. Możesz sobie wybrać, z którym z chłopców chcesz chodzić, oprócz Liama, bo on ma swoją prawdziwą dziewczynę.
- Że co proszę?! – krzyknęłam zła. – Dlaczego ja?!
- Ponieważ jesteś rozpoznawalna w Stanach, a chłopcy dopiero zaczynają tutaj karierę. Więc którego wybierasz?
- Chyba was wszystkich pogięło. – powiedziałam po chwili namysłu.
- Lilly, proszę, to jest ważne. - prosił mnie tata.
- Jeny, no dobrze, robię to tylko dlatego, że może być śmiesznie. A chłopaczka to wy wybierzcie, ja się dostosuję. - odparłam.
Akurat podjechał listonosz, który przyjeżdża do nas 3 razy w tygodniu. Po cholerę ludzie piszą do nas tyle listów typu ‘ja też chce być sławna!’. Żałosne jak dla mnie.
Nasi ochroniarze (tak mamy własnych ochroniarzy, którzy ciągle za nami łażą i pilnują) pomogli mi wnieść pudła z listami do domu. Zanim przeczytam te 3 pudła to minie ładnych parę godzin. Postawiliśmy te pudła w salonie, gdzie akurat chłopcy grali na PSP.
- Co to? – spytał zaciekawiony Niall.
- Listy. Chcesz mi pomóc?
- Jasne. A co z tego będę miał? – zapytał z uśmiechem.
- Słoik nutelli? – odpowiedziałam ze śmiechem.
- Ok. Umowa stoi.
Zabraliśmy się za czytanie. Oczywiście już rozeszła się wieść o tym, że One Direction tu przebywają, także połowa listów była do nich. Później dołączyli do nas Zayn, Liam i Harry. Louis siedział na fotelu i się nam przyglądał.
- Ustaliliście już z kim mam chodzić? – zapytałam.
- Tak. Zgadnij. – powiedział Harry i zarzucił włosami.
- Z tobą?
- Nie.
- Z Zaynem?
- Nie.
- Z Niallem?
- Nie. Aczkolwiek byłoby fajnie, bo byś mi nutellę kupowała. – stwierdził blondyn ze śmiechem.
- W takim razie został Louis.
- Tak.
- Aha. Okej. – powiedziałam bez entuzjazmu.
- Nie cieszysz się? – zapytał Liam.
- Cieszę się, nie widzisz? Skaczę do sufitu ze szczęścia. – powiedziałam z sarkazmem. – Wolałabym chodzić z Niallem, bo byśmy chodzili na randki do supermarketu.
Akurat do pokoju wszedł tata.
- Lilly, ale zachowuj się przyzwoicie. Nie zniszcz One Direction reputacji. – powiedział surowo.
- Nie ma sprawy, tatku.
- Mark, ja idę się przejść jakby ktoś mnie szukał. – powiedział Tomlinson i skierował się w stronę wyjścia.
- O nie mój drogi, nigdzie nie idziesz. Po 1 nie znasz Los Angeles, po 2 fanki i paparazzi, po 3 musisz mieć ze sobą ochroniarza.
- Ale…
- Nie ma żadnych ‘ale’, Louis. Jeśli chcesz gdzieś iść musisz zabrać ze sobą kogoś kto zna LA, w tym przypadku Lilly, oraz jednego ochroniarza. – powiedział ojciec i wyszedł z pokoju, lecz po chwili wrócił. - Pamiętajcie, że jesteście razem. Poznaliście się gdy ostatnim razem chłopcy byli w LA, ale jesteście razem od niedawna. Na razie zbytnio się nie miziajcie, ale możecie się trzymać za ręce czy coś. – dopowiedział i już go nie było. Louis spojrzał na mnie.
- Poczekaj chwilę, skończymy z listami, przebiorę się i możemy iść. – powiedziałam nie patrząc na niego.
Po około piętnastu minutach zapakowaliśmy listy z powrotem do pudeł.
- Minutka. – krzyknęłam i pobiegłam się przebrać. Ubrałam: http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u_18/set?id=43336285&.locale=pl
Zabraliśmy ze sobą ochroniarza i ruszyliśmy w drogę. Dustin (ochroniarz) trzymał się kilka metrów za nami, ubrany był zwyczajnie w spodenki i koszulkę, żeby nie wzbudzać zbytnio podejrzeń. Chwilę szliśmy w eskorcie paparazzich i fanek, ale w końcu dali nam spokój.
- Lilly, Louis, ładne macie buty. – powiedział ze śmiechem Harry. Popatrzyłam na buty Tomlinsona, a on na moje. Mimowolnie się uśmiechnęłam, Lou też. Oboje mieliśmy TOMS’y, identyczne.
- Faktycznie do siebie pasujecie. – stwierdził Zayn, za co oberwał ode mnie w głowę.
- Ej, będziesz mi fryzurę poprawiać. – powiedział niby zły, ale wiedziałam, że żartuje.
Poszliśmy na lody. Louis stawiał. Och, cóż za poświęcenie.
Oczywiście Horanek zamówił 4 gałki – truskawkową, czekoladową, śmietankową i jagodową.
Reszta wzięła po 2. Harry miętową i bananową, Liam jagodową i śmietankową, Zayn waniliową i kawową, a ja i Louis po malinowej i bananowo-wiśniowej.
- Jak nie buty, to lody takie same. – zaśmiał się Liam. Później jeszcze coś tam o nas gadali, ale ja już ich nie słuchałam, bo przyspieszyłam. Po chwili Louis znalazł się przy mnie.
- Nie przejmuj się nimi. – szepnął mi na ucho Lou i objął mnie ramieniem. Popatrzyłam na niego nieco zdziwiona. – No co? W końcu jestem twoim chłopakiem.
- Ach tak, ustawka. – mruknęłam pod nosem.
Gdy weszliśmy do domu od razu pobiegłam do swojego pokoju.
Po cholerę zgodziłam się na tą durną ustawkę?! Odpaliłam laptopa. Na jakimś plotkarskim serwisie zobaczyłam nasze zdjęcia, moje i Louisa.
‘Nowa para?’, ‘Louis z One Direction zdobył serce córki znanego producenta?’, itp.
Oczywiście były też komentarze fanek chłopców, niektóre były bardzo miłe i życzyły nam szczęścia, ale niestety większość była przeciw i nawet życzyła mi śmierci. Nie chodzi o to czy się boję czy nie. Po prostu źle się z tym czuję, że okłamujemy cały świat.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam ryczeć. Nawet nie mam się komu wygadać.
Tęsknię za mamą. Matka porzuciła nas, mnie i ojca, gdy miałam 4 lata. Miała 19 lat, tyle co ja teraz. Uznała, że woli karierę modelki niż rodzinę. Była młoda, piękna. Rodzina tylko by jej przeszkadzała. Wyprowadziła się gdzieś do Europy. Zaczęła się do nas odzywać dopiero gdy jej kariera legła w gruzach. Przekroczyła 30 i trach, po karierze. Mieszka we Włoszech ze swoim chłopakiem modelem o imieniu Fernando, młodszym od niej o 10 lat. Czyli jest niewiele starszy ode mnie, Ferdek (bo tak o nim z tatą mówimy) ma 24 lata. Jak się ożenią to może mam do niego mówić tato? Hahah niedoczekanie.
Mój szloch było słychać chyba w całym domu, bo po chwili do pokoju wparował Louis i jak gdyby nigdy nic mnie przytulił.
- Wszystko będzie dobrze. Ciii… Nie płacz już. – mówił Louis spokojnie. Cały czas trzymał mnie w swoich ramionach.
- Dlaczego tu jeszcze jesteś? Możesz już iść powiedzieć całemu światu, że twarda suka Lilly Leighton ryczy! No idź! Dobrze wiem, że mnie nienawidzisz! - krzyknęłam wściekła i znowu się rozbeczałam.
- Lilly… Nie jesteś suką. Przepraszam za wczoraj. Przegiąłem. Nie nienawidzę cię, ja… ja cię lubię, Lilly. Naprawdę. Możesz mi zaufać. Nie chcę cię skrzywdzić, będę twoim przyjacielem. Specjalnie zgłosiłem się do zostania twoim chłopakiem, bo wiedziałem, że będziemy do siebie pasować. – powiedział szatyn.
- Nie wierzę ci, Louis. Nie znasz mnie, więc nie możesz mnie lubić.
- To pozwól się poznać. – powiedział i spojrzał mi w oczy. Odwróciłam wzrok i zaczęłam mu wszystko opowiadać od samego początku.
- […] Właśnie dlatego taka jestem.
- Lilly, ja naprawdę nie wiedziałem. Przepraszam. – powiedział.
- Nikt o tym nie wie, oprócz Justina. Louis, obiecaj mi, że nikomu tego nie powiesz.
- Oczywiście, że nie. Przecież mówiłem, że możesz mi ufać. No mała, rozchmurz się. – powiedział i dźgnął mnie palcem między żebra.
- Ałł! – aż podskoczyłam.
- Nie pozwalaj sobie, Tomlinson. – krzyknęłam i rzuciłam się szatyna. Zaczęliśmy się łaskotać. Spadłam z łóżka i wylądowałam na podłodze, a Louis na mnie. Nasze twarze były niebezpiecznie blisko, patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Nagle drzwi do pokoju się otworzyły i ujrzeliśmy w nich Harry’ego i Nialla. Szybko wyrwałam się Louisowi i popędziłam do chłopaków. Stanęłam za Harrym i wrzeszczałam coś o tym, że uratowali mnie przed Louisem. Loczek zaśmiał się i przerzucił mnie sobie przez ramię. Po chwili wszyscy znaleźliśmy się w salonie. Chłopcy powiedzieli, że koniecznie muszę obejrzeć z nimi film ‘Love Actually’ – ulubiony film Stylesa. Później oglądaliśmy jeszcze jakiś horror, na którym cały czas się darłam. W końcu zmorzył mnie sen i zasnęłam z głową na kolanach Louisa.


~~~~~
Ta dam! Jest 2 :D
Dziękuję za 10 komentarzy pod poprzednim rozdziałem!

Następny za tydzień, jeśli pod tym będzie co najmniej 13 komentarzy :)

Wgl to po prawej na górze jest ankieta. Jeśli czytacie to zaznaczcie TAK :) Chcę wiedzieć ilu was jest.

Jak chcecie być informowani o nn to zostawcie gg lub tt w komentarzu.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Rozdział 1

- Lilly, kochanie bądź miła. – powiedział ojciec. Za moment mieli przyjść do nas ludzie, którzy chcą nagrać płytę w studiu taty. Tak, tata jest sławny w kręgu muzycznym. Nagrywały u niego m.in. takie sławy jak Rihanna, czy Katy Perry. Studio znajduje się w naszym domu, albo raczej naszej willi. Przez dom przewija się mnóstwo ludzi.
- Zawsze jestem grzeczna. – odpowiedziałam z głupim uśmieszkiem.
- Taa, ty i grzeczna. – prychnął.
Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Na progu zobaczyłam piątkę roześmianych i zabójczo przystojnych chłopaków i jakiegoś mężczyznę po 30.
- Witam. Nazywam się Paul Higgins. Jestem managerem One Direction. Czy zastałem Marka Leighton’a? – odezwał się ten facet.
- Dzień dobry. Tak, proszę wejdźcie. – powiedziałam słodko, jak na porządną dziewczynkę przystało. Tak, ja i porządna. Dobry żart. Czułam na sobie spojrzenia tych chłopaczków, ale to zignorowałam. Poprowadziłam ich do salonu, gdzie czekał już ojciec.
- To ja nie będę wam przeszkadzać. – powiedziałam i powoli wycofywałam się z pokoju.
- Zostań, kochanie. – stwierdził tata. Usiadłam obok niego na kanapie. Naprzeciwko siedzieli One Direction i gapili się na mnie. Już chciałam im coś powiedzieć, ale opanowałam się. Wiedziałam jak ważna jest dla ojca ta praca. Ten cały Paul coś tam gadał, ale go nie słuchałam.
- Czyli kiedy chłopcy mogą wejść do studia? – spytał na koniec.
- Chociażby od jutra. – odpowiedział mój ojciec. – Jako iż będą nagrywać kilka, to mogą u nas nocować. Mamy kilka pokoi gościnnych.
- Dziękujemy bardzo. – odpowiedział jeden z chłopaczków. Nawet nie wiem jak mają na imię.
- Przyjedźcie wieczorem to Lilly was oprowadzi. – czy mojego ojca do reszty pogięło? Ja nie mam ochoty mieć z nimi nic wspólnego.
Gdy żegnali się w drzwiach, przecisnęłam się między nimi, po drodze napotkałam wzrok szatyna. Czy oni wiecznie muszą się tak gapić?! Rzuciłam krótkie ‘jadę do Justina’ i wsiadłam do mojego samochodu. Tak, TEGO Justina. Justina Biebera. Justin był moim przyjacielem. Mówiliśmy sobie o wszystkim. Ktoś kiedyś powiedział, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. A ja twierdzę, że istnieje. Justin chodzi z Seleną Gomez. Lubimy się z Seleną, jesteśmy koleżankami, chociaż ja jej do końca nie ufam i staram się zachować dystans. Dziwicie się pewno, że przyjaźnię się z takimi sławami jak Biebs czy Sel. A jednak. Nie myślcie sobie, że kumpluję się z nimi tylko dla kasy. Mam dość swojej, tak jestem bogata. Bogata nie znaczy rozpieszczona.
A wracając do Justina. Podjechałam pod jego dom, pod którym jak zwykle było mnóstwo paparazzich. Mój przyjazd nie zrobił na nich zbytniego wrażenia. Bywałam tutaj codziennie, więc już się przyzwyczaili. Oczywiście paru zrobiło mi kilka zdjęć, pomachałam im i jak gdyby nigdy nic weszłam do domu Biebera.
Na kanapie w salonie zastałam Justina i Selenę. Sel wyglądała na znudzoną, ale Bieber z zainteresowaniem oglądał jakaś głupią gąbkę – Spongebob czy coś.
- Te, Bieber, zajął byś się swoją dziewczyną, a nie oglądał bajeczki. – powiedziałam ze śmiechem. Para momentalnie się odwróciła.
- Lilly! – krzyknęła brunetka i rzuciła mi się na szyję. – Fajnie, że jesteś.
- No chociaż ty jedna się cieszysz, bo pan Bieber to coś nie bardzo. – stwierdziłam patrząc na Justina, który nadal oglądał bajkę. Sięgnęłam po pilota i wyłączyłam telewizor.
- Ej! – krzyknął JB. – O cześć Lilly.
- Miło, że się zorientowałeś, że tu jestem. – odparłam z sarkazmem.
- Oj no, przepraszam Lilly. – powiedział chłopak, po czym mnie przytulił.
Po godzinie Selena musiała wracać do domu, bo wieczorem miała mieć wywiad. Pożegnałyśmy się buziakiem w policzek, później Sel powymieniała ślinę z Biebsem i już jej nie było. Gdy opowiedziałam Justinowi o One Direction, ten nie był zbytnio zadowolony z tego powodu. One Direction odbierają mu fanów. Coraz więcej Beliebersów staje się Directionerami. Obaj wiedzieliśmy, że blondyn z 1D, bodajże Niall, uwielbia Justina.
Chcieliśmy widzieć jego reakcję jak pozna Biebsa osobiście, w dodatku w moim domu. Wieczorem razem z Justinem podjechaliśmy do mojego domu, nie było to daleko jakieś 10 minut drogi. Oczywiście w eskorcie paparazzich. Chwilę po nas do domu przybyli 1D z bagażami. Justin otworzył im drzwi i słychać było babski pisk, co jak się później okazało był to okrzyk radości Nialla.
- Ale… Co… Jak… Gdzie… - biedny blondyn nie umiał dojść do siebie.
- Niallowi chodzi o to, skąd się tu wziął Justin. – powiedział mulat.
- Często tu bywam, przyjaźnimy się z Lilly. – odparł Bieber ze śmiechem.
Gdy Justin poszedł do siebie, chłopcy, szczególnie Niall, zadawali mi mnóstwo pytań o niego. Powoli im wszystko wytłumaczyłam. Później pokazałam im ich tymczasowe pokoje. Każdy z nich miał mieć osobno. Wszystkie pokoje znajdowały się na tym piętrze co mój. Super.
Jak się okazało mulat to Zayn, ten z lokami to Harry, ten najspokojniejszy to Liam, ten z szelkami to Louis, no a blondyn to Niall.
Niall jest wiecznie głodny, Louis ma fioła na punkcie marchewek, Liam boi się łyżek, Harry lubi koty, a Zayn ciągle patrzy w lustro. Zapowiada się bardzo ciekawie.
Wieczorem zaprowadziłam ich do studia, żeby się zapoznali ze wszystkim.
Na chwilę wyszłam, a gdy wróciłam leciała jakaś muzyka.
- Skąd wzięliście tą płytę?! – krzyknęłam wściekła. To była moja płyta, gdy się mi nudzi to nagrywam. Ale nigdy nie miałam w planie dawać tego komukolwiek do posłuchania.
- Znaleźliśmy. – odpowiedział Harry.
- Ładny głos. – stwierdził Liam.
- Oddawajcie mi to! – powiedziałam i rzuciłam się w stronę odtwarzacza, ale Louis był szybszy i wyciągnął płytę i schował za plecami.
- Oddaj! – powtórzyłam ostro.
- Nie! – Louis głupkowato się zaśmiał.
- Dawaj tą cholerną płytę! – byłam wściekła, matka ich nie nauczyła, żeby nie tykać nie swoich rzeczy?!
- To ty to śpiewasz? – zapytał po chwili Niall.
- Tak, ale to nie wasz interes. – warknęłam.
- Naprawdę masz bardzo ładny głos. – powiedział łagodnie Zayn.
- Powinnaś to opublikować. – stwierdził Liam.
- Byłabyś sławna. – dopowiedział Harry.
- Nie! Nikt nigdy nie usłyszy jak śpiewam.
- Dlaczego? – zapytał zdziwiony Niall.
- Dlaczego?! Bo nie mam ochoty być kolejną pieprzoną gwiazdką! Nienawidzę większości sławnych ludzi. Tylko pieniądze i sława im w głowie. Wystarczy mi, że całe USA mnie zna, bo jestem córką znanego producenta muzycznego. Wolałabym być biedna i mieszkać pod mostem! – wykrzyczałam wściekła. Chłopcy stali i wgapiali się we mnie z szeroko otwartymi oczami. Wykorzystałam ten moment i wyrwałam Tomlinsonowi płytę z rąk. Złamałam ją na pół i wyrzuciłam do kosza. Jak najszybciej wybiegłam z tego pomieszczenia. Miałam serdecznie dość tego całego One Direction.
Około północy wyszłam na balkon żeby zapalić. Nie paliłam nałogowo, ale czasem lubiłam sobie zapalić, tak dla rozluźnienia. Na moje nieszczęście pokój obok zajmował Louis. Gdy tylko poczuł dym wyszedł na balkon, wyrwał mi z ręki papierosa i zdeptał.
- Pogięło cię czy co? – warknęłam.
- Nie, nie pogięło mnie. Nie wiesz, że palenie szkodzi? – zapytał Louis. Był… Był miły?!
- Mam gdzieś to czy szkodzi czy nie. Moje zdrowie, nie twoje. – odparłam.
- Trujesz nie tylko siebie, ale i ludzi wokół ciebie, na przykład mnie.
- Wejdź do środka i zamknij drzwi, to cię nie będę truła. – odpowiedziałam z uśmieszkiem.
- Oj, Lilly, grabisz sobie.
- Mówisz jak mój ojciec. – stwierdziłam i już chciałam wejść do domu, ale Louis chwycił mnie za nadgarstki i odwrócił w swoją stronę. Przyparł mnie do ściany i powoli, prosto w moją twarz, powiedział:
- Jeśli myślisz, że jesteś jakąś księżniczką, to jesteś w błędzie. Wszyscy wokół martwią się o ciebie, a ty to wszystko masz w dupie. Udajesz wredną sukę, którą tak naprawdę nie jesteś. Całe życie tylko udajesz. Wiem, że gdzieś tam w środku kryje się prawdziwa Lilly Leighton. Ta lepsza Lilly. – Tomlinson wykręcił mi nadgarstki tak, że aż syknęłam z bólu. – Nie widzisz, jak bardzo ranisz swojego ojca? Ranisz wszystkich wokół. Zastanów się nad tym. – skończył przemowę, popchnął mnie na ścianę i jak gdyby nigdy nic odszedł.
Przez chwilę nie mogłam dojść do siebie. Louis powiedział tylko i wyłącznie prawdę. Udawałam. Całe życie udawałam kogoś kim nie jestem. Ale bycie miłą nie było łatwe. Wszyscy, oprócz Justina i Seleny, przyjaźnili się ze mną dla pieniędzy i sławy. Byłam zwykłą suką, bawiącą się uczuciami innych. Ale nie potrafiłam inaczej.


~~~~~
No więc jest 1 rozdział.
Mam nadzieję, że się komuś spodoba :)
Bardzo proszę o komentarze, jest to dla mnie naprawdę ważne.
Następny za tydzień.

Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach to zostawcie swojego twittera lub nr gg w komentarzu.

Xxx


EDIT 3.05. : NASTĘPNY ROZDZIAŁ DODAM W SOBOTĘ JEŚLI POD TYM BĘDZIE 10 KOMENTARZY.
Niee, to wcale nie jest szantaż :P
W sumie to opowiadanie jest tylko i wyłącznie dla Was, więc liczę na jakieś zaangażowanie z Waszej strony :) Dla siebie samej napisałam go już kilka miesięcy temu. Publikuję go tylko dla Was.

sobota, 21 kwietnia 2012

Bohaterowie

Lilly Leighton (19l.)

Justin Bieber (18l.)

One Direction (od lewej):
Harry Styles (18l.)
Liam Payne (19l.)
Louis Tomlinson (21l.)
Zayn Malik (19l.)
Niall Horan (19l.)


+ mniej ważni:
Mark Leighton (36l.)
Selena Gomez (20l.)
i inni...


[kliknijcie w zdjęcia to się powiększą]