wtorek, 29 maja 2012

Rozdział 4

Rano byłam kompletnie wykończona. Leniwie wstałam z łóżka, zostawiając w nim smacznie chrapiącego Louisa. Poszłam do łazienki żeby trochę się ogarnąć, popatrzyłam do lustra, na szyi miałam malinkę. Tomlinson ma wpierdol. Umyłam buzię i zęby, poczesałam się i w piżamie (czyli w majtkach i koszulce - http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u_31/set?id=43436279&.locale=pl) zeszłam na dół.
- Ładnie wyglądasz, Lilly, ale cholernie razisz mnie w oczy. – stwierdził Harry ze śmiechem, łapiąc się za głowę, gdy weszłam do kuchni.
- Jakbyś tyle nie pił to by cię głowa nie bolała. – mruknęłam.
Zabrałam mleko i płatki i usiadłam do stołu. Styles, który siedział obok mnie zaczął się głośno śmiać.
- Czego? – warknęłam, jego śmiech był wkurzający.
- Wolę nie wnikać co robiliście w nocy, ale muszę przyznać, że malinkę masz ładną. – zaśmiał się Loczek.
- Zamknij się.
Jak na zawołanie do kuchni wszedł Tomlinson. Opadł na krzesło i położył głowę na stole.
- Co, kacyk męczy? Dobrze ci tak. – powiedziałam i postawiłam przed nim szklankę z wodą i tabletki. – Weź to, to może ci głowa nie eksploduje. – dodałam i wyszłam z kuchni. Wróciłam do łóżka. Gdy wstałam dochodziła 18. Przespałam ‘tylko’ cały dzień.
Zapukałam do pokoju Louisa, odpowiedziałam mi cisza. Weszłam do pokoju, nikogo tam nie było. U Harry’ego to samo, u Zayna, Liama i Nialla to samo. Cholera, gdzie oni wszyscy są.
Zeszłam na dół. Oczywiście co innego mogą robić One Direction – grają na Playstation. Wyjątkowo było ich tylko 4.
- Gdzie Louis? – zapytałam.
- Nie wiemy. – odpowiedział mi Zayn.
- Super. – mruknęłam i poszłam go szukać.
Przez ponad pół godziny łaziłam po całym domu i nigdzie go nie było. Wywiało go czy jak?
Jedynym miejscem gdzie jeszcze nie szukałam, było studio. Gdy schodziłam po schodach, doszedł mnie czyjś śpiew. Stanęłam przy drzwiach i nasłuchiwałam. Ładna piosenka. Chłopak musiał ją chyba dopiero co napisać, bo jeszcze nigdy jej nie słyszałam.
- Co ty tu robisz, Lou? Szukam cię po całym domu. – powiedziałam i podeszłam do niego.
- Ja? Yyy… Nic. – odpowiedział pospiesznie chowając jakąś kartkę.
- Jeśli to są słowa tej piosenki, którą śpiewałeś, to nie musisz ich chować. Słyszałam dość sporo. – odparłam.
- Cholera. – zaklął cicho Tomlinson.
- Lou… O co chodzi? – zapytałam po chwili ciszy.
- O nic. Wszystko jest ok. – odpowiedział szatyn.
- Lou… Przecież widzę. Co ci jest?
- Nic mi nie jest! Wszystko jest ok! – podniósł głos.
- Jak sobie chcesz. Sam mówiłeś, że możemy sobie ufać. Ja ci zaufałam, widocznie ty mi nie. – powiedziałam i wybiegłam z pomieszczenia.
Cały dzień spędziłam w swoim pokoju z laptopem na kolanach. Popisałam z kilkoma osobami na twitterze. Naprawdę nie rozumiem tego dlaczego mam zweryfikowane konto i ponad milion followersów. Przecież nie jestem żadną gwiazdą, jestem tylko córką znanego producenta. Więc to tata powinien być gwiazdą, a nie ja.
Położyłam się do łóżka i momentalnie zasnęłam.
Jednak jakoś po 3 obudziłam się. Cholerna burza. Nie mogłam zasnąć z powrotem, więc po cichu zapukałam do pokoju Liama – cisza, Zayna – to samo, Harry’ego też. Do Louisa nie miałam zamiaru iść, więc został mi tylko Niall. Zapukałam z nadzieją, że nie śpi.
- Proszę. – dobiegł mnie jego głos.
- Lilly, co ty tutaj robisz o tej porze? – zapytał zdziwiony, gdy weszłam do pokoju. Siedział na podłodze obok łóżka i jadł nutellę.
- Nie mogę spać. Mogę tu zostać?
- Jasne. Siadaj. – odpowiedział i poklepał podłogę obok siebie. – Jesteś głodna? A zresztą po co ja pytam, na pewno jesteś. – powiedział i wyciągnął z półki słoik nutelli i łyżeczkę.
- Nialler, co ty tu jeszcze trzymasz? – zapytałam ze śmiechem, zabierając się za konsumpcję.
- A dużo rzeczy. – ponownie otworzył półkę. Było tam kilka butelek coli, paczki chipsów, żelki, i pełno innego jedzenia.
- Osz w mordę. – jęknęłam.
Przegadaliśmy całą noc. Zasnęliśmy jakoś po 6.


~~~~~
Siema :D

Sorry, że dawno nie dodawałam, ale miałam totalny nieogar, zresztą nadal mam; w dodatku w środę byłam w Ojcowie, w czwartek i piątek w Krakowie, a w sobotę we Wrocławiu...
W szkole totalny chaos. Brakuje mi 1 oceny do paska -.- Jestem totalnie wkurzona.
Jeszcze tylko miesiąc do wakacji. Jakoś wytrzymam.

Właściwie to trochę się na Was zawiodłam.
44 osoby zaznaczyły, że czytają, a pod ostatnim rozdziałem było tylko 14 komentarzy.
Liczyłam na coś więcej.
Tak więc:
CZYTASZ = KOMENTUJESZ .

Nie wiem kiedy będzie nowy. So sorry ;c

niedziela, 13 maja 2012

Rozdział 3

Rano obudziłam się w swoim łóżku, razem z… Louisem?! Obaj byliśmy w ubraniach także chyba nie robiliśmy nic nieprzyzwoitego. Po cichu poszłam do łazienki. Okąpałam się, umyłam włosy. Brawo dla mnie, zapomniałam zabrać ubrania. Owinęłam się ręcznikiem i z nadzieją, że Louis jeszcze śpi weszłam do pokoju.
- Takie widoki z rana to mogę mieć codziennie. – powiedział Louis z uśmiechem. Pokazałam mu język i pognałam do garderoby. Ubrałam: http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u_18/set?id=42044628&.locale=pl
Gdy weszłam do kuchni, zastałam tam Louisa nakładającego na talerze jajecznicę.
- Zrobiłem ci śniadanie. – powiedział i uśmiechnął się.
- Aww. Kochany jesteś. – odpowiedziałam i usiadłam do stołu, naprzeciwko szatyna. Chłopak cały czas na mnie zerkał.
- Jestem brudna czy co? – zapytałam w końcu.
- Umm… Nie, nie jesteś. – powiedział zmieszany.
- To się na mnie nie patrz. – odpowiedziałam i dokończyłam posiłek. Do kuchni akurat wszedł Niall.
- Wyczuwam jedzenie. – powiedział na wejściu.
- Już nie ma, przykro mi. – odparłam. – A właśnie, w półce obok lodówki jest twoja obiecana nutella.
Blondyn momentalnie skoczył ku półce, zabrał nutellę i łyżkę, następnie ładnie dziękując wyszedł z pokoju.
- On tak zawsze? – zapytałam Tomlinsona, na co ten twierdząco pokiwał głową.
Dzisiaj chłopcy mieli nagrywać. Uznałam, że zrobię im niespodziankę i zamówię pizzę, bo na pewno będą głodni. Około 14 usłyszałam dzwonek do bramki (nie do drzwi, bo do naszego ogródka nikt nie ma prawa wejść, wiecie, ochrona i te sprawy), podeszłam do bramki i odebrałam 10 pudełek pizz. Dla chłopców, taty i mnie po jednym, no i 2 dla ochroniarzy, którzy akurat mieli służbę, i jedno zapasowe jakby ktoś jeszcze zgłodniał. Zapłaciłam i skierowałam się do podziemia, gdzie znajdowało się studio. Nie miałam jak otworzyć drzwi, więc w nie kopnęłam. Ależ było zdziwienie taty gdy mnie zobaczył. Momentalnie znalazł się przy mnie Niall.
- Kocham cię, Lilly! Z nieba mi normalnie spadłaś. - powiedział, zabrał jedno pudełko i poszedł na krzesełko pałaszować. Wszyscy zabrali po pudełku i zaczęli jeść. Zabrałam swoją pizzę i usiadłam w rogu studia na podłodze obok Louisa.
- Lou… - zaczęłam niepewnie.
- Tak? – odparł i spojrzał na mnie.
- Yyy… My tylko spaliśmy obok siebie, co nie? – zapytałam odwracając wzrok.
- Tak. A co ty myślałaś? – zapytał zaskoczony.
- Ja? Eee… Nic. Wolałam się upewnić.
- Nie jestem taki żeby zaciągnąć cię do łóżka.
- Mam taką nadzieję. – stwierdziłam i oparłam głowę o jego ramię.
- Dobra, gołąbeczki. Louis musi wracać do pracy. – po chwili dobiegł nas głos Harry’ego.
- Żadne gołąbeczki, Styles. – powiedziałam i trzepnęłam go w ramię.
Usiadłam razem z ojcem za konsolą, a chłopcy zaczęli śpiewać. Gdy nadeszła kolej Louisa to aż jęknęłam z wrażenia. Lou śpiewał z taką pasją. Wszyscy śpiewali z pasją, ale akurat w nim było coś szczególnego, coś co mnie niego przyciągało.
Po skończonym nagrywaniu chłopcy poszli grać na PSP. A ja zdecydowałam się na krótki spacer.
- Idę na spacer. – powiedziałam i skierowałam się w stronę drzwi.
- Czekaj! Idę z tobą. – usłyszałam dobrze znany mi głos.
Szliśmy prosto przed siebie trzymając się za ręce. Jak na razie ustawka nam bardzo dobrze wychodziła. Wyglądaliśmy jak prawdziwa para. Mieliśmy mnóstwo tematów do rozmów, podobne poczucie humoru, podobny sposób postrzegania świata. Świetnie się czuliśmy w swoim towarzystwie. Znowu poszliśmy do tej samej budki z lodami i znowu zamówiliśmy te same lody. Nigdy bym nie pomyślała, że mogę tak dobrze czuć się w obecności Tomlinsona.
Gdy dotarliśmy z powrotem do domu, usłyszeliśmy donośny głos Harry’ego.
- IMPREEEEZA!!
Okazało się, że dzisiaj chłopcy wybierają się do jakiegoś klubu. Więc stwierdziliśmy, że to świetna okazja do promowania naszego związku.
Poszłam wziąć prysznic, zrobiłam delikatne fale, umalowałam się, ubrałam: http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u/set?id=42044289&.locale=pl i byłam gotowa. Wszyscy chłopcy mieli ubrane jasne, materiałowe spodnie. Louis miał do tego koszulkę w paski, marynarkę i TOMS’y, Liam kraciastą koszulę i białe conversy, Harry t-shirt, marynarkę i białe conversy, Niall koszulkę i czerwone supry, a Zayn koszulkę, bejsbolówkę i niebieskie najki.
- Ślicznie wyglądasz. – szepnął mi na ucho Louis, łapiąc w pasie.
- Ty też całkiem, całkiem. – odpowiedziałam i cmoknęłam go w policzek, na co chłopak się uśmiechnął. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam, przecież chodzimy ze sobą tylko na niby i w domu nie musimy udawać.
Podjechaliśmy czarną mini limuzyną pod klub o nazwie ‘Hard’, byłam już tutaj kilka razy z Justinem i Seleną. Weszliśmy, czułam na sobie mnóstwo spojrzeń, słyszałam jak ludzie coś szepczą. Zajęliśmy wolny stolik. Louis i Harry poszli zamówić nam coś do picia.
Po chwili wrócili niosąc 3 piwa i 3 koktajle alkoholowe.
- Dla Zayna piwko, dla Nialla piwko, dla Harry’ego piwko, dla Liama Margarita, dla Lilly Jungle Bird i dla mnie Corcovado. – powiedział i rozdał wszystkim napoje.
- Skąd wiedziałeś co lubię? – zapytałam podejrzliwie.
- Barman zapytał czy jestem z tobą, no to powiedziałem, że tak. A on na to, że dla ciebie oczywiście Jungle Bird. – odpowiedział Lou. Popatrzyłam w stronę baru i zobaczyłam tam Teda, znajomego barmana. Pomachałam mu, a on mi odmachał.
Po kilku minutach Lou zaprosił mnie na parkiet. Leciała akurat jakaś wolna piosenka, więc Louis położył ręce na mojej talii, a ja objęłam jego szyję i wtuliłam się w niego. Przetańczyliśmy razem całą noc. Kilka razy tańczyłam z resztą zespołu. Ale to była głównie nasza noc, moja i Louisa. Pod koniec imprezy chłopcy byli już trochę wstawieni. Ja jakoś jeszcze się trzymałam, chociaż cholernie bolały mnie nogi od tańczenia w tych kilkunastocentymetrowych szpilkach. Louis dał mi swoją marynarkę, żeby mi na zewnątrz zimno nie było. Gdy pod klub podjechało nasze auto, sprawnie załadowaliśmy się do niego, udało nam się uniknąć paparazzich, bo wyszliśmy tylnym wyjściem. Chłopcy ledwo doczołgali się do swoich pokoi. Louis był na tyle trzeźwy, że zdecydował się spać ze mną. Nie wiem dlaczego, ale zgodziłam się. Pomogłam mu dojść do łóżka, a ja sama pobiegłam wziąć szybki prysznic i ubrać się w majtki i koszulkę. Położyłam się obok Louisa. Chłopak objął mnie i wymruczał coś niezrozumiałego pod nosem.
- Dobranoc Louis. – powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Czułam jego oddech na swojej szyi, jego usta były coraz bliżej, aż w końcu dotknęły mojej szyi.
- Zrobisz mi malinkę i masz wpierdol. – powiedziałam. Tomlinson nie zwrócił zbytnio uwagi na to co mówiłam, i zaczął całować mnie po szyi. Zabiję go jak jutro będę mieć malinkę. Zasnęłam i nie wiem co dalej robił Louis.

~~~~~

Jeśli pod tym będzie znowu 13 komentarzy, to następny dodam w przyszły weekend.

Możecie pytać na: http://www.formspring.me/dusiaofficial :)

PS. Jeśli chcecie żebym Was informowała o nn, to zostawcie swoje tt lub gg.

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 2

Następnego dnia obudziłam się w fatalnym humorze. Ubrałam się w zwykłe dresowe spodenki i koszulkę. Zeszłam na dół i skierowałam się prosto do kuchni, w której na moje nieszczęście spotkałam Louisa i Nialla.
- Cześć. – powiedziałam.
- Hej. – odpowiedział Horan z pełną buzią. Louis milczał. Atmosfera między nami była napięta, ale blondyn chyba tego nie zauważył, bo dalej wpieprzał nutellę.
Wyciągnęłam z lodówki mleko i wlałam do szklanki, z półki wyciągnęłam rogalika maślanego. Podczas gdy ja i Niall konsumowaliśmy posiłek, Tomlinson stał i gapił się na mnie. Po chwili do kuchni weszli pozostali członkowie zespołu i mój ojciec.
- Lilly, kochanie. Mam do ciebie pewną propozycję nie do odrzucenia. – rzucił na wejściu tata.
- Hm? – mruknęłam tylko.
- Będziesz udawać dziewczynę jednego z chłopców. Taka ustawka, jak w przypadku Justina i Seleny. Możesz sobie wybrać, z którym z chłopców chcesz chodzić, oprócz Liama, bo on ma swoją prawdziwą dziewczynę.
- Że co proszę?! – krzyknęłam zła. – Dlaczego ja?!
- Ponieważ jesteś rozpoznawalna w Stanach, a chłopcy dopiero zaczynają tutaj karierę. Więc którego wybierasz?
- Chyba was wszystkich pogięło. – powiedziałam po chwili namysłu.
- Lilly, proszę, to jest ważne. - prosił mnie tata.
- Jeny, no dobrze, robię to tylko dlatego, że może być śmiesznie. A chłopaczka to wy wybierzcie, ja się dostosuję. - odparłam.
Akurat podjechał listonosz, który przyjeżdża do nas 3 razy w tygodniu. Po cholerę ludzie piszą do nas tyle listów typu ‘ja też chce być sławna!’. Żałosne jak dla mnie.
Nasi ochroniarze (tak mamy własnych ochroniarzy, którzy ciągle za nami łażą i pilnują) pomogli mi wnieść pudła z listami do domu. Zanim przeczytam te 3 pudła to minie ładnych parę godzin. Postawiliśmy te pudła w salonie, gdzie akurat chłopcy grali na PSP.
- Co to? – spytał zaciekawiony Niall.
- Listy. Chcesz mi pomóc?
- Jasne. A co z tego będę miał? – zapytał z uśmiechem.
- Słoik nutelli? – odpowiedziałam ze śmiechem.
- Ok. Umowa stoi.
Zabraliśmy się za czytanie. Oczywiście już rozeszła się wieść o tym, że One Direction tu przebywają, także połowa listów była do nich. Później dołączyli do nas Zayn, Liam i Harry. Louis siedział na fotelu i się nam przyglądał.
- Ustaliliście już z kim mam chodzić? – zapytałam.
- Tak. Zgadnij. – powiedział Harry i zarzucił włosami.
- Z tobą?
- Nie.
- Z Zaynem?
- Nie.
- Z Niallem?
- Nie. Aczkolwiek byłoby fajnie, bo byś mi nutellę kupowała. – stwierdził blondyn ze śmiechem.
- W takim razie został Louis.
- Tak.
- Aha. Okej. – powiedziałam bez entuzjazmu.
- Nie cieszysz się? – zapytał Liam.
- Cieszę się, nie widzisz? Skaczę do sufitu ze szczęścia. – powiedziałam z sarkazmem. – Wolałabym chodzić z Niallem, bo byśmy chodzili na randki do supermarketu.
Akurat do pokoju wszedł tata.
- Lilly, ale zachowuj się przyzwoicie. Nie zniszcz One Direction reputacji. – powiedział surowo.
- Nie ma sprawy, tatku.
- Mark, ja idę się przejść jakby ktoś mnie szukał. – powiedział Tomlinson i skierował się w stronę wyjścia.
- O nie mój drogi, nigdzie nie idziesz. Po 1 nie znasz Los Angeles, po 2 fanki i paparazzi, po 3 musisz mieć ze sobą ochroniarza.
- Ale…
- Nie ma żadnych ‘ale’, Louis. Jeśli chcesz gdzieś iść musisz zabrać ze sobą kogoś kto zna LA, w tym przypadku Lilly, oraz jednego ochroniarza. – powiedział ojciec i wyszedł z pokoju, lecz po chwili wrócił. - Pamiętajcie, że jesteście razem. Poznaliście się gdy ostatnim razem chłopcy byli w LA, ale jesteście razem od niedawna. Na razie zbytnio się nie miziajcie, ale możecie się trzymać za ręce czy coś. – dopowiedział i już go nie było. Louis spojrzał na mnie.
- Poczekaj chwilę, skończymy z listami, przebiorę się i możemy iść. – powiedziałam nie patrząc na niego.
Po około piętnastu minutach zapakowaliśmy listy z powrotem do pudeł.
- Minutka. – krzyknęłam i pobiegłam się przebrać. Ubrałam: http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u_18/set?id=43336285&.locale=pl
Zabraliśmy ze sobą ochroniarza i ruszyliśmy w drogę. Dustin (ochroniarz) trzymał się kilka metrów za nami, ubrany był zwyczajnie w spodenki i koszulkę, żeby nie wzbudzać zbytnio podejrzeń. Chwilę szliśmy w eskorcie paparazzich i fanek, ale w końcu dali nam spokój.
- Lilly, Louis, ładne macie buty. – powiedział ze śmiechem Harry. Popatrzyłam na buty Tomlinsona, a on na moje. Mimowolnie się uśmiechnęłam, Lou też. Oboje mieliśmy TOMS’y, identyczne.
- Faktycznie do siebie pasujecie. – stwierdził Zayn, za co oberwał ode mnie w głowę.
- Ej, będziesz mi fryzurę poprawiać. – powiedział niby zły, ale wiedziałam, że żartuje.
Poszliśmy na lody. Louis stawiał. Och, cóż za poświęcenie.
Oczywiście Horanek zamówił 4 gałki – truskawkową, czekoladową, śmietankową i jagodową.
Reszta wzięła po 2. Harry miętową i bananową, Liam jagodową i śmietankową, Zayn waniliową i kawową, a ja i Louis po malinowej i bananowo-wiśniowej.
- Jak nie buty, to lody takie same. – zaśmiał się Liam. Później jeszcze coś tam o nas gadali, ale ja już ich nie słuchałam, bo przyspieszyłam. Po chwili Louis znalazł się przy mnie.
- Nie przejmuj się nimi. – szepnął mi na ucho Lou i objął mnie ramieniem. Popatrzyłam na niego nieco zdziwiona. – No co? W końcu jestem twoim chłopakiem.
- Ach tak, ustawka. – mruknęłam pod nosem.
Gdy weszliśmy do domu od razu pobiegłam do swojego pokoju.
Po cholerę zgodziłam się na tą durną ustawkę?! Odpaliłam laptopa. Na jakimś plotkarskim serwisie zobaczyłam nasze zdjęcia, moje i Louisa.
‘Nowa para?’, ‘Louis z One Direction zdobył serce córki znanego producenta?’, itp.
Oczywiście były też komentarze fanek chłopców, niektóre były bardzo miłe i życzyły nam szczęścia, ale niestety większość była przeciw i nawet życzyła mi śmierci. Nie chodzi o to czy się boję czy nie. Po prostu źle się z tym czuję, że okłamujemy cały świat.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam ryczeć. Nawet nie mam się komu wygadać.
Tęsknię za mamą. Matka porzuciła nas, mnie i ojca, gdy miałam 4 lata. Miała 19 lat, tyle co ja teraz. Uznała, że woli karierę modelki niż rodzinę. Była młoda, piękna. Rodzina tylko by jej przeszkadzała. Wyprowadziła się gdzieś do Europy. Zaczęła się do nas odzywać dopiero gdy jej kariera legła w gruzach. Przekroczyła 30 i trach, po karierze. Mieszka we Włoszech ze swoim chłopakiem modelem o imieniu Fernando, młodszym od niej o 10 lat. Czyli jest niewiele starszy ode mnie, Ferdek (bo tak o nim z tatą mówimy) ma 24 lata. Jak się ożenią to może mam do niego mówić tato? Hahah niedoczekanie.
Mój szloch było słychać chyba w całym domu, bo po chwili do pokoju wparował Louis i jak gdyby nigdy nic mnie przytulił.
- Wszystko będzie dobrze. Ciii… Nie płacz już. – mówił Louis spokojnie. Cały czas trzymał mnie w swoich ramionach.
- Dlaczego tu jeszcze jesteś? Możesz już iść powiedzieć całemu światu, że twarda suka Lilly Leighton ryczy! No idź! Dobrze wiem, że mnie nienawidzisz! - krzyknęłam wściekła i znowu się rozbeczałam.
- Lilly… Nie jesteś suką. Przepraszam za wczoraj. Przegiąłem. Nie nienawidzę cię, ja… ja cię lubię, Lilly. Naprawdę. Możesz mi zaufać. Nie chcę cię skrzywdzić, będę twoim przyjacielem. Specjalnie zgłosiłem się do zostania twoim chłopakiem, bo wiedziałem, że będziemy do siebie pasować. – powiedział szatyn.
- Nie wierzę ci, Louis. Nie znasz mnie, więc nie możesz mnie lubić.
- To pozwól się poznać. – powiedział i spojrzał mi w oczy. Odwróciłam wzrok i zaczęłam mu wszystko opowiadać od samego początku.
- […] Właśnie dlatego taka jestem.
- Lilly, ja naprawdę nie wiedziałem. Przepraszam. – powiedział.
- Nikt o tym nie wie, oprócz Justina. Louis, obiecaj mi, że nikomu tego nie powiesz.
- Oczywiście, że nie. Przecież mówiłem, że możesz mi ufać. No mała, rozchmurz się. – powiedział i dźgnął mnie palcem między żebra.
- Ałł! – aż podskoczyłam.
- Nie pozwalaj sobie, Tomlinson. – krzyknęłam i rzuciłam się szatyna. Zaczęliśmy się łaskotać. Spadłam z łóżka i wylądowałam na podłodze, a Louis na mnie. Nasze twarze były niebezpiecznie blisko, patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Nagle drzwi do pokoju się otworzyły i ujrzeliśmy w nich Harry’ego i Nialla. Szybko wyrwałam się Louisowi i popędziłam do chłopaków. Stanęłam za Harrym i wrzeszczałam coś o tym, że uratowali mnie przed Louisem. Loczek zaśmiał się i przerzucił mnie sobie przez ramię. Po chwili wszyscy znaleźliśmy się w salonie. Chłopcy powiedzieli, że koniecznie muszę obejrzeć z nimi film ‘Love Actually’ – ulubiony film Stylesa. Później oglądaliśmy jeszcze jakiś horror, na którym cały czas się darłam. W końcu zmorzył mnie sen i zasnęłam z głową na kolanach Louisa.


~~~~~
Ta dam! Jest 2 :D
Dziękuję za 10 komentarzy pod poprzednim rozdziałem!

Następny za tydzień, jeśli pod tym będzie co najmniej 13 komentarzy :)

Wgl to po prawej na górze jest ankieta. Jeśli czytacie to zaznaczcie TAK :) Chcę wiedzieć ilu was jest.

Jak chcecie być informowani o nn to zostawcie gg lub tt w komentarzu.