niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 12

Następnego dnia obudziłam się wcześniej niż mój chłopak. Cichutko zabrałam z walizki bieliznę i poszłam do łazienki, gdzie odbyłam poranną toaletę. Stałam owinięta ręcznikiem i rozczesywałam mokre włosy, gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na talii.
- Witaj księżniczko. – szepnął mi na ucho Louis. Nie zdążyłam jeszcze nic odpowiedzieć, a chłopak obrócił mnie do siebie przodem i bezczelnie wpił się w moje usta. Jego ręce błądziły po moich półnagich plecach. Próbował zdjąć ze mnie ręcznik, ale go odepchnęłam.
- Louis! Ty jesteś jakiś niewyżyty seksualnie. – powiedziałam i odwróciłam się do niego tyłem, niby obrażona.
- Przepraszam, ale to ty tak na mnie działasz. – odparł, kreśląc palcem jakieś wzorki na moich plecach.
- Nie przesadzaj, kotku. - odpowiedziałam ze śmiechem.
- A właśnie, ubierz się w strój kąpielowy, bo zaraz po śniadaniu idziemy na plażę. – powiedział szatyn.
- Wcześnie mi to mówisz. – mruknęłam i opuściłam łazienkę w samym ręczniku. Ubrałam strój kąpielowy i TO
Po śniadaniu wyruszyliśmy z Louisem na plażę.
- Mówiłem ci już, że uwielbiam cię w sukience? Ale lepiej wyglądasz bez niej. – powiedział chłopak i cmoknął mnie w policzek. Złapał mnie za rękę i przyspieszyliśmy.
Po drodze spotkaliśmy kilka fanek, zarówno moich jak i jego. Nie rozumiem dlaczego JA MAM FANKI, ale okej.
- Ty jesteś Lilly Leighton! – krzyknęła jedna.
- A ty Louis Tomlinson! – krzyknęła druga.
- Yyy… Tak. – odparł trochę zmieszany szatyn.
- Dacie nam autografy i zrobicie sobie z nami zdjęcie? – poprosiły.
- Jasne. – odpowiedziałam z uśmiechem.
Podobna sytuacja zdarzyła się jeszcze parę razy.
Gdy doszliśmy na plażę, na której było nawet mało ludzi, zero fanek, ściągnęłam sukienkę i położyłam się na kocu.
- Lou… Posmarujesz mi plecki? – zapytałam z uśmiechem, wymachując kremem.
- Jasne, kochanie. – odpowiedział mój chłopak i zabrał krem. Po chwili gdy poczułam coś zimnego na plecach, aż pisnęłam.
- Przepraszam. – odparł szatyn i pocałował mnie w policzek.
Po około godzinie wylegiwania się na słoneczku nagle ktoś porwał mnie z koca i przewiesił sobie przez ramię. Moja głowa wisiała na wysokości tyłka tej osoby.
- Louisie Williamie Tomlinsonie, puść mnie w tej chwili! – krzyknęłam. Taak, poznałam Louisa po tyłku.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, księżniczko. – odparł Tommo i wrzucił do morza. Specjalnie długo się nie wynurzałam, żeby Louis zaczął panikować. Miałam rację, już po chwili chłopak wołał moje imię. Chwyciłam go za nogę i pociągnęłam pod wodę, a sama wypłynęłam na powierzchnię. Jednak szatyn nie dał za wygraną i pociągnął mnie z powrotem.
Ujął moją twarz w dłonie i pocałował. Położyłam mu ręce na torsie. Całowaliśmy się dość długo. Tak długo jeszcze nigdy nie wstrzymywałam powietrza.
Później wróciliśmy na piasek. Usiadłam na kocu, a Louis za mną i objął mnie.
Milczeliśmy.
Za niedługo Louis będzie musiał wrócił do Wielkiej Brytanii, a jeśli będzie kiedyś w USA to zapewne na trasie koncertowej. Zapomni o mnie. Znajdzie sobie nową dziewczynę.
Nagle z rozmyślań wyrwał mnie głos Louisa:
- O czym myślisz?
- O niczym. – odparłam.
- Nie wierzę ci. – powiedział i odwrócił mnie w swoją stronę. – Spójrz mi w oczy.
Spojrzałam. – Kłamiesz. – podsumował krótko. – Powiedz mi, co się dzieje? Możesz mi zaufać.
- Lou… Tak bardzo cię kocham. Nie chcę cię stracić. – powiedziałam, a moje oczy zalały się łzami.
- Nie stracisz! O czym ty w ogóle mówisz?
- Oboje dobrze wiemy, że to nie ma sensu. Ty za niedługo wracasz do UK. Związek na odległość nie ma sensu.
- To pojedź ze mną do Anglii! – wypalił nagle Tommo. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- W sumie i tak nie mam tu co robić… Ale co na to twoja rodzina, przyjaciele, fanki? Znamy się dopiero kilka dni! – odpowiedziałam po chwili.
- Zaakceptują to. Zamieszkasz ze mną. Mieszkamy z chłopakami w jednym wielkim kompleksie, ja mieszkam z Harry’m, ale mamy dużo wolnego miejsca. Co ty na to?
- Nie wiem, Louis, nie wiem. Muszę się zastanowić.
- Dobrze. Ale pamiętaj, że cię kocham. – odparł chłopak i pocałował mnie w czoło.
Siedzieliśmy tak chwilę, aż rozdzwonił się jego telefon.
- Słucham? – powiedział i włączył na głośnik.
- Louis! Gdzieś ty do cholery jest?! – wydarł się Harry. Zaśmiałam się cicho.
- Na plaży. – odparł.
- Jakiej znowu plaży? – usłyszeliśmy głos Zayna.
- Takiej z piaskiem i wodą. –odpowiedział ze spokojem Louis.
- Gdzie do cholery?! - krzyknął Harry.
- W San Francisco. - powiedział spokojnie.
- Co ty robisz w San Francisco?! – Niall.
- Chwilowo to mieszkam.
- Tomlinson! Nie wygłupiaj się, tylko opowiadaj wszystko po kolei, bo nic z tego nie wiemy. – odezwał się rozdrażniony Liam. Wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
- Lilly? – zapytał zdziwiony Horan.
- Nie, Hannah Montana. No jasne, że Lilly. A coś ty myślał? – odpowiedziałam.
- Och, Lilly. Jak dobrze cię słyszeć. Tęsknimy za tobą. No przynajmniej ja, bo te głupki to nie wiem. – Loczek.
- My teeeeż! – wydarła się pozostała trójka.
- Aww. Ja za wami też. – odpowiedziałam smutno. Cholernie mi ich brakowało. Louis objął mnie ramieniem.
Pogadaliśmy jeszcze trochę i powoli zbieraliśmy się do powrotu do hotelu. Ustaliliśmy z chłopakami, że mają nic nie mówić mojemu ojcu o tym gdzie jesteśmy. Chłopcy wyjeżdżają za 3 dni. Louis powiedział, że zostanie ze mną, ale się nie zgodziłam. Nie chcę żeby ze względu na mnie musiał rezygnować ze śpiewania. Ciągle zastanawiam się nad jego propozycją.
Zjedliśmy obiad, a następnie oglądaliśmy telewizję.
Wieczorem wybraliśmy się na spacer na pustą plażę. Szliśmy trzymając się za ręce. Nagle Louis wyprzedził mnie i wyciągając coś z kieszeni, uklęknął przede mną.
- Lilly, zostaniesz moją żoną? – zapytał otwierając czerwone pudełeczko, moim oczom ukazał się pierścionek. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Lou… Ja… - jąkałam się.
- Głupek ze mnie. Wiedziałem, że się nie zgodzisz. – stwierdził i wstał.
- Louis. Czy ja powiedziałam, że się nie zgadzam? – powiedziałam z wyrzutem.
- To znaczy, że się zgadzasz?! – krzyknął uradowany.
- Tak, zgadzam się zostać twoją żoną, głuptasie.
Chłopak włożył na mój palec pierścionek, a następnie wziął mnie na ręce i okręcił dookoła. Upadliśmy ze śmiechem na piasek.
- Kocham cię. – powiedział Louis.
- Ja ciebie też. – odpowiedziałam i pocałowałam go.
Wróciliśmy do hotelu trzymając się za ręce.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Heloł.
Moim zdaniem jest to najlepszy rozdział na tym blogu. Ale to tylko moje zdanie. Wy możecie wyrazić swoje w komentarzach :)

Wiem, że miałam zakończyć bloga przed moimi urodzinami (30.01), ale kompletnie o tym zapomniałam. Cała ja.
Rozdział 12 jest ostatnim rozdziałem na tym blogu. Jeszcze tylko epilog i koniec.

Szczerze, to trochę męczy mnie już historia Lilly i Louisa. Na początku miałam na nią zupełnie inny pomysł, ale wyszło jak wyszło...

Mam nadzieję, że choć trochę polubiliście tą historię i jej bohaterów.

Oficjalnie pożegnanie, podziękowanie, etc. w następnym poście - epilogu, który pojawi się za kilka dni.

Do zobaczenia :)
Buziaki. Xxx

2 komentarze:

  1. NIE!
    nie kończ!
    BŁAGAM :'C
    rozdział jest super, ale mogłabyś napisać trochę więcej ;) (chodzi o kontynuacje bloga ;D )
    czekam nn ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. "- Louis! Gdzieś ty do cholery jest?!
    - Na plaży.
    - Jakiej znowu plaży?
    - Takiej z piaskiem i wodą."
    Kocham ten fragment ♥ xD
    Mam nadzieję na II część opowiadania. :)

    OdpowiedzUsuń